• Winda
  • Duży pokój
  • Gabinet
  • Łaźnia
  • Spiżarnia
  • Garderoba
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdrowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdrowie. Pokaż wszystkie posty
Jak oszczędzać w gospodarstwie domowym? Zacznij od filtrowania wody! Wywiad z dr inż. Pawłem Wrońskim, specjalistą ds. badań i rozwoju Amii

Jak oszczędzać w gospodarstwie domowym? Zacznij od filtrowania wody! Wywiad z dr inż. Pawłem Wrońskim, specjalistą ds. badań i rozwoju Amii

Jakość wody zależna jest od wielu czynników. Dzięki nowoczesnym technologiom, można poddawać ją procesom uzdatniatnia, redukując m.in. jej twardość. O tym dlaczego warto filtrować wodę rozmawiałam z dr inż. Pawłem Wrońskim, specjalista ds. badań i rozwoju Amii, właściciela marki FITAQUA. 



Woda wodociągowa, która płynie w naszych kranach w niektórych rejonach kraju jest twarda, może mieć różne zabarwienie i zapach - co jest w składzie tzw. kranówki? 

Woda z kranu dostarczana przez dostawcę, musi spełniać normy zawarte w Rozporządzeniu Ministra Zdrowia z dnia 7 grudnia 2017 r. w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi. Woda charakteryzująca się parametrami zgodnymi z normą, uznawana jest za nadającą się do spożycia. Niestety, to, co "nadaje się” do spożycia, nie zawsze jest “czymś” zdrowym, w dosłownym tego słowa znaczeniu. Dla przykładu - przekąski, takie jak chipsy, są dopuszczone do spożycia, ale nie możemy sklasyfikować ich jako “zdrowych”. Podobnie jest z wodą do picia. Woda wypływająca z naszych kranów, nadaje się do spożycia, ale zawiera wolny chlor i jego pochodne, oraz materię nieorganiczną pochodzącą z rur, głównie cząstki rdzy powstające w momencie stagnacji wody w rurach.
 

Czy taka woda może być niebezpieczna dla zdrowia człowieka? 


Woda z kranu jest filtrowana i chlorowana w stacjach uzdatniania wody. W momencie uzdatnienia, woda jest czysta, ale zawiera wolny chlor i jego pochodne. Chlor jest gazem toksycznym dla organizmów żywych, więc również i dla człowieka. Podczas wędrówki wody przez system wodociągowy wody, “traci” ona częściowo chlor, który zużywa się na procesy utleniania i dezynfekcji, nabywa jednak materię zawieszoną. Im dłuższa droga wody i starsza instalacja, tym więcej zawiesin. Wpływ wolnego chloru i zawiesin na zdrowie człowieka nie jest do końca zbadany. Niestety, istnieje duże prawdopodobieństwo, że jest on negatywny. 

Czy można spożywać wodę prosto z kranu? 


Woda prosto z kranu, to określenie bardzo ogólne. Istotą jest pochodzenie wody, a także dokładność jej filtracji w stacjach uzdatniania wody. W Łodzi na przykład, woda pobierana jest z dużych głębokości, co sprawia, że mimo dodatkowego uzdatniania i wędrówki starymi rurociągami, jest wysokiej jakości. Woda z kranu uznana jest za bezpieczną, bo w badaniach klinicznych nie stwierdzono , że jej picie komukolwiek zaszkodziło. Każdego dnia na organizm ludzki działa szereg bardziej szkodliwych czynników, niż woda,  np. zanieczyszczone powietrze i produkty spożywcze niskiej jakości. Nie jest możliwe przeprowadzenie badań, które dawałyby wyniki jednoznacznie wskazujące na negatywny wpływ wody „prosto z kranu” na zdrowie człowieka.

A uroda? Twarda woda może wpływać negatywnie na kondycję włosów, skóry, powodować zaostrzenie alergii skórnych - z jakiego powodu? 


Skóra i włosy pokryte są tzw. sebum i florą bakteryjną. Może wydawać się to niehigieniczne, ale skóra z natury nie powinna być zbyt często myta. Zawarte w wodzie jony wapnia i magnezu oraz chlor, potęgują efekt wysuszenia i łuszczenia naskórka. Skóra myta wodą z kranu, bez żadnego dodatkowego filtra, potrzebuje po prostu bardziej wymagającej pielęgnacji po samym myciu. 


Czy mycie twarzy w nieuzdatnionej, twardej wodzie może powodować dermatozy? 


Nieuzdatniona woda może powodować liczne problemy skórne i przyczyniać się do powstania zmian na ich powierzchni. Skóra, którą myje się wodą prosto z kranu, zwykle wymaga większej uwagi.

Jak samodzielnie sprawdzić twardość wody? 


Wystarczy wykonać test twardości wody. Testy dostępne są w hurtowniach instalacyjnych, a nawet marketach budowlanych. 

Przy jakim wyniku należy uzdatnić wodę? 


Przede wszystkim należy zastanowić się co chcemy osiągnąć, co jest dla nas ważne. Czy chcemy mieć krystalicznie czystą wodę prosto z kranu? Czy chcemy mieć gwarancję, że nie pojawi się osad z kamienia na urządzeniach AGD? Przed zrobieniem testu, warto zastanowić się, czego oczekujemy, następnie dobrać odpowiednie filtry lub urządzenia zmiękczające.

W jaki sposób poprawić jakość wody w gospodarstwie domowym? 


Istnieje wiele możliwości poprawy jakości wody. Wszystko jest kwestią skali i efektu, który chcemy uzyskać. Jeśli chodzi o wodę do picia, warto zastosować filtr odwróconej osmozy z remineralizacją i filtracją na węglu aktywnym. Woda z takiego filtra usuwa wszelkie zanieczyszczania i niepożądane jony powodujące jej twardość, następnie przywraca jej częściowo naturalny smak. Do wody do mycia/ do celów gospodarczych, można wyróżnić dwa rodzaje produktów - pierwsza grupa ma zastosowanie ogólne - „ na cały dom” lub „na całe pomieszczenie”. Zmiękczacze, bo o nich mowa, mają za zadanie usunąć twardość ogólną z wody. Woda zmiękczona nie powoduje powstawania trwałych osadów na elementach, z którymi woda ma kontakt. Punktowo, do uzdatniania wody do celów higienicznych oraz do ochrony urządzeń typu pralka / zmywarka, można zastosować filtry pralkowo-zmywarkowe, które niczego (prócz chloru) z wody nie usuwają, ale powodują, że woda lepiej wpływa na naszą skórę, a także na grzałkę w pralce i zmywarce. W przypadku prysznica warto zainstalować filtr prysznicowy.

Stacje uzdatniania wody są zwykle sporych rozmiarów maszynami - czy można zainstalować je w  mieszkaniu znajdującym się w bloku? 

Można. Wszystko zależy od tego jaką przestrzenią dysponujemy. Należy jednak przeznaczyć specjalne miejsce do montażu zmiękczacza. Można zamontować zmiękczacz na wejściu wody do domu, tuż za licznikiem, albo np. w kuchni i zmiękczać tylko wodę w kuchni. Warto pamiętać, że do zmiękczacza potrzebny jest łatwy dostęp. 


Filtr prysznicowy może być dobrym rozwiązaniem? 


Zdecydowanie tak. To proste i szybkie rozwiązanie w łazience, dzięki któremu poprawimy jakość wody oraz kondycję skóry i włosów. Dodatkowym plusem będzie również łatwiejsze czyszczenie prysznica i mniejsza ilość kamienia. 

Jak ocenić stan filtra i określić czas dalszego użytkowania? 


Najlepszym sposobem na utrzymywanie funkcjonalności filtra jest jego regularna wymiana lub wymiana jego składników. W przypadku zmiękczaczy do wody, bardzo ważna jest ich odpowiednia regeneracja i płukanie. Wszystkie filtry należy użytkować zgodnie z przeznaczeniem i instrukcją obsługi. 

Czy woda pobrana z filtra prysznicowego nadaje się do celów spożywczych? 


Filtr prysznicowy przeznaczony jest do użytku tylko w łazienkach. Nie służy do filtrowania wody pitnej. Filtr prysznicowy, uwalnia do wody niegroźne dla zdrowia człowieka i środowiska substancje. To właśnie te substancje powodują, że woda staje się zdrowsza dla skóry i  włosów. Przez analogię można powiedzieć, że np. kremy i odżywki są zdrowe dla skóry i włosów ale nikt ich nie je. Sprawa ma się podobnie z filtrem prysznicowym. 

Co przemawia za użytkowaniem w gospodarstwach domowych filtrów uzdatniających wodę? 

- Lepsza jakość wody, którą pijemy i której używamy w codziennym życiu
- Brak/mniejsze ilości kamienia w kuchni i łazience, a co za tym idzie dłuższa żywotność naszych urządzeń AGD
- Oszczędność na środkach czyszczących i piorących (działają efektywniej przy lepszej jakości wody)
- Oszczędność na zakupie wody butelkowanej - i co za tym idzie:
- Ochrona środowiska
Czułam się nic nie warta, chciałam zniknąć... o tym, jak bulimia wpłynęła na życie Sandry. #wywiad

Czułam się nic nie warta, chciałam zniknąć... o tym, jak bulimia wpłynęła na życie Sandry. #wywiad

Sandra. Studentka dietetyki, pasjonatka sportu, promotorka zdrowego trybu życia. Energiczna, zabawna, przebojowa młoda kobieta. Uśmiech zdaje się nie schodzić z jej twarzy, jednak nie zawsze tak było. Zaburzenia odżywiania, z którymi walczyła, na długi czas pozbawiły ją radości życia. Nie poddała się i wygrała walkę z samą sobą. Pragnieniem jej jest, aby cierpienie, jakiego doświadczyła, było przestrogą dla innych, dlatego zdecydowała się opowiedzieć swoją historię.


Byłaś nastolatką, kiedy zachorowałaś na bulimię. Pamiętasz, jak to się zaczęło?


Bulimia była następstwem drastycznego odchudzania - mogę śmiało powiedzieć, że otarłam się o anoreksję. Chciałam być jak najchudsza, w możliwie jak najkrótszym czasie. Nie mogłam jednak wytrzymać nieustannie towarzyszącego mi uczucia głodu i  pojawił się "pomysł" na bulimię...

Jak wyglądał "typowy" atak? Potrafiłaś przewidzieć, że się zbliża?


Nie było reguły, ale najczęściej zaczynało się, gdy pozwoliłam sobie na kawałek czegoś „zakazanego”, np. na kęs ciasta, pizzy. Nie mogłam powstrzymać się przed zjedzeniem kolejnego i kolejnego... To było bardzo impulsywne. Kiedy zjadłam coś według mnie niezdrowego, zupełnie przestawałam się kontrolować i dosłownie "rzucałam się" na wszystkie produkty, których odmawiałam sobie na codzień. Kończyło się na zjedzeniu niewyobrażalnej ilości pożywienia w bardzo krótkim okresie czasu, a to powodowało wyrzuty sumienia...

Osoby cierpiące na zaburzenia odżywiania, ukrywają swoją chorobę przed bliskimi. Specjalizują się w prowokowaniu wymiotów w sposób niezauważalny dla otoczenia - u Ciebie było podobnie?


Tak, ukrywałam swój problem przed najbliższymi. Bulimia nie jest powodem do dumy, to niezwykle  wstydliwa sprawa. Choroba mnie obrzydzała, żenowała. Każdorazowo, gdy uległam napadowi, czułam się beznadziejna, nic nie warta. Myślałam tylko o tym, żeby po cichutku, w tajemnicy zwrócić to, co zjadłam. Musiałam być ostrożna i czujna - przygotowywanie posiłków wiązało się z ryzykiem bycia zdemaskowaną. Często kupowałam "dodatkowe" jedzenie i konsumowałam odrabiając lekcje.



Ile ważyłaś w najostrzejszym stadium choroby?


Ważyłam 39 kg przy wzroście 1,59 m. Czułam się tragicznie. Miałam opuchniętą buzię i wychudzone ciało... Byłam wrakiem człowieka.

Kiedy zrozumiałaś, że potrzebujesz pomocy?


Na początku wydawało mi się, że mam nad wszystkim kontrolę. Myślałam, że mogę przestać w każdej chwili. Niestety, myliłam się. Choroba postępowała. Już po kilku miesiącach marzyłam o wyjściu z bulimii. Byłam wycieńczona.

Leczenie bulimii, to często żmudny proces. Jak przebiegał w Twoim przypadku?


Leczenie zaburzeń odżywiania, przypomina mi sinusoidę - to nieustanne wzloty i upadki, walka z samym sobą. Aby wygrać z chorobą, potrzeba wsparcia bliskich i wiary w to, że się uda. Nie można załamywać się po porażkach - należy zrobić wszystko, żeby uniknąć kolejnych. Nie korzystałam z pomocy specjalistów - nie współpracowałam z psychologiem czy psychiatrą. Miałam to szczęście, że poradziłam sobie sama - ze wsparciem rodziny i Boga oczywiście. W leczeniu ED ważna jest zmiana myślenia, postrzegania swojego ciała i samoakceptacja.


Jak można pomóc chorującemu na bulimię?

Wspierać! Walczyć razem z osobą chorą. Nie oceniać, nie potępiać i przede wszystkim nie bagatelizować sprawy - zaburzenia odżywiania, mogą mieć dramatyczne konsekwencje!

Często podkreślasz, że przetrwałaś trudne chwile dzięki Panu Bogu. Czym dla Ciebie jest wiara?


Wiem, że Bóg dał mi siłę do walki z zaburzeniami odżywiania. Wielokrotnie płacząc, modliłam się i prosiłam o pomoc i chęć do pokonania problemu. Jestem przekonana, że gdyby nie Pan i wiara, nie byłabym w miejscu, w którym aktualnie się znajduję. Warto być świadomym tego, że jeśli Bóg dopuszcza trudne sytuacje, daje siłę do ich pokonania. Wszystko dzieje się po coś! Wierzę, że moje "wyjście z choroby" może być motywacją dla innych cierpiących osób. Chcę się tym dzielić! Czuję, że taka jest moja powinność.

Czego nauczyła Cię choroba?


Zmieniło się postrzeganie mojego ciała. Nie chcę wstrzelać się w kanony i trendy wyznaczone przez społeczeństwo. Chcę być zdrowa i sprawna.

Twoja historia może stanowić przestrogę - co powiedziałabyś osobie, która zmaga się z zaburzeniami odżywiania? 


Zawsze jest wyjście, nigdy nie przestawaj walczyć!”

Studiujesz dietetykę, regularnie ćwiczysz, promujesz aktywny i zdrowy styl życia w sieci - jaki cel przyświeca Twojej internetowej działalności?


Zależy mi na tym, aby uświadomić innym, że zdrowy styl życia może sprawiać przyjemność - nie musi wiązać się z katorgą i wyrzeczeniami, a zasada "100%, albo nic" jest fałszywa. Dieta jest dla nas, a nie my dla diety!




Sandra, serdecznie dziękuję, że przyjęłaś moje zaproszenie. Twoja historia bardzo mnie wzruszyła. Jesteś niezwykła!
Ps. Kochani, jeśli podejrzewacie u siebie zaburzenia odżywiania, nie czekajcie - warto prosić o pomoc! Zaglądajcie też na profil Sandry TUTAJ - z pewnością będzie dla Was motywacją.


Może Cię zainteresować:

ŁysOla - Łysienie plackowate odebrało mi pewność siebie - wywiad
dr Google - najpopularniejszy lekarz świata. Jak wpływa na pracę medyków i czy warto korzystać z jego porad? #wywiad z instalekarzami

dr Google - najpopularniejszy lekarz świata. Jak wpływa na pracę medyków i czy warto korzystać z jego porad? #wywiad z instalekarzami

'Dr' Google, to jeden z najpopularniejszych 'medyków' świata - dla wielu z nas, lekarz pierwszego kontaktu. Konsultacje z nim - jeśli odpowiednio przeprowadzone - mogą poszerzyć wiedzę z zakresu medycyny, ale czy ostatecznie wyjdą nam na zdrowie? O tym, jakie mogą być konsekwencje nierozważnego korzystania z wyszukiwarek internetowych w sprawach dotyczących zdrowia mówią znani i lubiani #instalekarze - dr n.med Paweł Kabata vel @chirurgpawel - wywiad w Windzie KLIK, lek.med. Julia Piątek @emergency_queen i lek.med. Łukasz Durajski @dokorekradzi.



Czy warto 'badać się' online?


Julia, Emergency Queen : Internet, chociaż może służyć do czerpania informacji na temat zdrowia - nie zastąpi wizyty u lekarza. 'Samodiagnozowanie' może być niebezpieczne, zwłaszcza, gdy zaczynamy stosować pseudo metody lecznicze zalecane przez nie mających zaplecza medycznego forumowiczów. 'Google Search' nie zastąpi relacji pacjent - lekarz. Nie przeprowadzi wywiadu, nie zleci odpowiednich badań, nie przeanalizuje historii choroby...

Paweł Kabata, Chirurg Paweł: Telemedycyna, bo tak nazywa się fachowe metody badania i uzyskiwania informacji medycznych poprzez elektronikę lub środki przekazu na odległość, to idea bardzo na czasie - ma potencjał, dlatego jest wciąż rozwijana. Ma to sens - rozwój telemedycyny pozwoli na zmniejszenie ilości nieuzasadnionych wizyt medycznych, a co za tym idzie oszczędność czasu pracy lekarzy i cięcie zbędnych kosztów. Google, to nie telemedycyna, dlatego nie warto 'badać' się przez Internet. Sieć, to miejsce pełne źródeł nierzetelnych, nieprofesjonalnych, nierzadko też kłamliwych. Warto zwrócić uwagę na fakt, że lekarze także 'googlują' objawy i dolegliwości spoza zakresu własnej specjalizacji, ale w przeciwieństwie do laików, ich ogólna wiedza medyczna i umiejętność poruszania się po tym skomplikowanym 'medycznym świecie', pozwala na oddzielenie kompletnych bzdur, od źródeł potencjalnie wartościowych. Człowiek niezwiązany z medycyną nie ma takiej umiejętności, czego konsekwencją jest natłok powtarzających i wzajemnie wykluczających informacji tworzących szum. To trochę jakby człowiek potrzebował szklanki wody i poszedł po nią pod wodospad Niagara ;).

Łukasz Durajski, Doktorek Radzi: Dociekliwość leży w ludzkiej naturze, a Internet, to rewolucyjne narzędzie w zaspokajaniu ciekawości poprzez zdobywanie informacji - także w zakresie zdrowia i choroby. Uważam, że z powodzeniem można wykorzystywać dobrodziejstwa technologii, należy jednak robić to z głową, korzystając z wiarygodnych źródeł - witryn należących do instytucji państwowych czy platform i blogów prowadzonych przez lekarzy. Warto zaznaczyć, że lekarze odpowiadają prawnie za treści, które publikują w sieci, a to jest gwarancją bezpieczeństwa dla czytelnika.


Przeczytaj także: Chcę być lekarzem! Czy nie jest za późno?  - niezwykłe historie 'późnych' studentów medycyny.




Gdzie szukać pomocy, gdy zaobserwujemy u siebie niepokojące objawy?


Łukasz: Zwykle pierwszej kolejności przeszukujemy Internet... Zdobyte informacje powinno się jednak skonfrontować z lekarzem lub specjalistami w danej dziedzinie. Nie eksperymentujmy na własną rękę!

Julia: Najlepiej zgłosić się do lekarza rodzinnego, który w razie potrzeby może skierować pacjenta do specjalisty. W nagłych sytuacjach, przy poważnych objawach oczywiście, należy się zgłosić do Nocnej Opieki Chorych lub SORu.

Paweł: ...U lekarza, ale jeśli już czujemy nieodpartą potrzebę przeczytania 'całego internetu', polecam strony profesjonalne – np. brytyjski NHS, amerykańskie strony informacyjne np. cancer.org. Rzetelne, wartościowe, nadzorowane. Przygotowane w sposób przystępny dla użytkownika.


Zweryfikowane witryny medyczne zawierające merytoryczne informacje, którymi można się posiłkować oczekując na wizytę u lekarza, to...


Paweł: Tak jak wspomniałem, NHS, cancer.org. Do poprzednio wymienionych dodałbym jeszcze naszą rodzimą witrynę, Medycyna Praktyczna.

Julia: W mediach społecznościowych coraz chętniej udzielają się lekarze i farmaceuci, co daje możliwość 'dokształcenia się' m.in. w kwestiach dotyczących zdrowia czy profilaktyki zdrowotnej. To świetna opcja na połączenie rozrywki, jaką może być Facebook i Instagram, z nauką, warto zaglądać do #instalekarzy. Tak jak poprzednik, polecam też Medycynę Praktyczną.

Łukasz: Wiarygodne źródła w Internecie to m.in. strony Państwowego Zakładu Higieny -szczepienia.info, Głównego Inspektora Sanitarnego gis.gov.pl, polskich towarzystw naukowych, Instytutu Żywienia i Żywności, także polecona przez Pawła i Julię strona naukowej gazety Medycyna Praktyczna (mp.pl) przeznaczona również dla pacjentów. Oczywiście zapraszam także do siebie na www.doktorekradzi.pl oraz www.doktorekwpodrozy.pl. Polecam także merytoryczne blogi i profile w mediach społecznościowych kolegów po fachu:


  • mamapediatra
  • instalekarz
  • doktormagda
  • chirurgpawel
  • zapytajpolozna.pl
  • mamaistetoskop


Czym grozi nierozsądne korzystanie z informacji zawierających zalecenia lekarskie, publikowanych przez osoby nie mające wykształcenia medycznego?


Paweł: W najlepszym wypadku uprzykrzaniem życia lekarzom. No, ale niestety, konsekwencje stosowania pseudozaleceń lekarskich znalezionych w sieci mogą być poważniejsze - pacjenci mogą doświadczać ciężkich, trudnych do odkręcenia traumatyzacji i życia w przeświadczeniu o powadze choroby, pomimo braku przesłanek ku temu. Znam osoby, które ze strachu idą też w kierunku metod niesprawdzonych, opierając się na przekonujących opisach negatywnych doświadczeń poszczególnych osób - "nie zgadzam się na to leczenie, bo mój kolega co to miał, to bardzo cierpiał, a potem umarł"....

Julia:  W dzisiejszych czasach pacjenci wykazują tendencję do 'przediagnozowania'. Do najmniejszego objawu potrafią przypisać sobie poważne choroby, zapominając, że niektóre dolegliwości mogą być spowodowane po porostu 'niezdrowym' trybem życia. Posiłkowanie się informacjami publikowanymi na nierzetelnych witrynach i unikanie konsultacji z lekarzem mimo niepokojących objawów, może wiązać się z późnym rozpoznaniem choroby, czego konsekwencje mogą być tragiczne. Profilaktyka i regularna kontrola, są niezwykle ważne, nie zapominajmy o tym - oczywiście w granicach rozsądku.

Łukasz:  Przede wszystkim niesie ze sobą ryzyko utraty zdrowia i życia. Korzystanie z porad 'forumowiczów' i osób niezwiązanych z medycyną może doprowadzić do nieodwracalnych skutków.Czy z zepsutym samochodem idziemy do fryzjerki? A może w sprawie kapiącego kranu prosimy o pomoc piekarza? Analogicznie - nie powinniśmy radzić się w kwestiach zdrowotnych hydraulika albo ubezpieczyciela...


Przypadki 'wykształconych' przez dr Google pacjentów z którymi mieliście do czynienia?


Julia:  Najczęściej pacjent zwleka z umówieniem się do lekarza, albo uczęszcza na superalternatywną  'terapię' do jakiegoś 'szamana', który oczywiście nie może sensownie doradzić. Takie eksperymenty zwykle mają nieciekawy finał...

Łukasz: Jedna z bardziej przerażających historii pacjentów zaczytanych w Google jest ta, w której matka przerażona podaniem szczepionki dziecku, postanowiła usunąć z jego organizmu rzekome metale ciężkie, podając mu żrące substancje do wypicia! Równie szokujące jest leczenie pacjentów onkologicznych wlewami z witaminy C, czyli metodą totalnie bzdurną, nie dającą żadnych szans, a jednak cieszącą się niesłabnącą popularnością na forach pseudozdrowotnych. Z gabinetu przypominam sobie też mamę, która postanowiła odrobaczać dziecko dziwną metodą "uwalniania czakr" za pomocą "ziółek" o niewiadomym pochodzeniu. Skończyło się wizyta w szpitalu z groźnymi powikłaniami. Zastanawiający jest fakt, że gdy pseudolecznicze metody zawodzą, oczekujemy wsparcia i pomocy od lekarzy... Niestety, na głupotę nie ma lekarstwa.

Paweł:  Bardzo szybko można rozpoznać pacjenta, który konsultował się u 'najpopularniejszego lekarza świata' - tacy delikwenci dopytują o dość szczegółowe zagadnienia, czasami daleko odbiegające od aktualnego biegu rozmowy. Wyłapane przy okazji hasła i slogany, pytania w stylu „a co Pan myśli o doniesieniach, że…” i dość dziwna mieszanka języka fachowego i potocznego, nakazują wzmożoną czujność... Najlepiej od razu zapytać: "co i gdzie było przeczytane?"


Jak dr Google wpływa na Waszą pracę?


Paweł: Nieznacznie ją wydłuża - często muszę odkręcać wszelkiej maści rewelacje zaczerpnięte z wątpliwych źródeł. Poza tym, nie widzę większego wpływu. Robimy swoje - tak jak zasady i prawidła medycyny nakazują, a do istnienia dr Google'a... zwyczajnie się przyzwyczaiłem.

Łukasz: Doktor Google czasem mnie przeraża. Chociaż coraz rzadziej zaskakuje, często bawi. Bywa, że łapię się za głowę i zastanawiam - jak można wierzyć w takie bzdury?

Julia: Nie ułatwia mi pracy. Trudno jest rozmawiać z pacjentem, który ma już swoje podejrzenia i usiłuje za wszelką cenę je 'sprzedać'. Wielu z nich nie zdaje sobie sprawy z tego, jakie są wytyczne, że nie wszystkie badania, o których żądny diagnozy niewolnik Google'a się naczytał warto robić, jeżeli nie ma ku temu żadnych wskazań. Ciężko to wytłumaczyć, wydaje się to wręcz niemożliwe.


Co myślicie o korzystaniu z niezweryfikowanych źródeł informacji nt. zdrowia?


Paweł: Uważam, że to szkodzenie sobie. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że w ostateczności -gdy skutki korzystania z takich porad zaczną być zagrożeniem dla zdrowia lub życia pacjenta dr Google'a - i tak się zobaczymy! Oby tylko, nie było za późno na pomoc... Zastanawiam się, czy osoba korzystająca z 'mądrości' np. influencerów, odważyłaby się wsiąść do samochodu zbudowanego na podstawie rad osób, które się na tym nie znają. Szczerze wątpię, niestety obserwuję dziwną prawidłowość - ludzie nie mają oporów przed poleganiem na poradach medycznych lub paramedycznych publikowanych na profilach osób 'popularnych', nie mających absolutnie nic wspólnego z medycyną.

Łukasz: Totalnie odradzam, a nawet zabraniam! Takie praktyki są dla nas po prostu niebezpieczne.

Julia: Medycyna jest bardzo szeroką dziedziną - dlatego też studia medyczne trwają 6 lat, a w praktyce nauka trwa całe życie zawodowe lekarza. Jak to jest, że po przeczytaniu kilku książek medycznych, samozwańczy 'uzdrowiciel' może stwierdzić, że posiada wiedzę większą niż lekarz, który zna procesy zachodzące w ludzkim ciele i wie jak leczyć różne patologie? 'Szamani' wykorzystując techniki manipulacji, wzbudzają zaufanie pacjenta, burząc autorytet lekarza. Nie polecam korzystania z niezweryfikowanych źródeł, nic pożytecznego z tego nie wyjdzie - ani dla zdrowia, ani dla portfela.



Radzicie się doktora Google? Z jakich źródeł korzystacie? A może są wśród Was lekarze, którzy w swojej praktyce spotykają się z podobnymi problemami, z jakimi zmagają się Paweł, Julia i Łukasz? Czekam na Wasze komentarze:)!