• Winda
  • Duży pokój
  • Gabinet
  • Łaźnia
  • Spiżarnia
  • Garderoba

AKTUALNOŚCI

Kryzys, Kryzys - tak na mnie wołają...czyli historia nawróconego kibola. Bogdan Kryzys Krzak #wywiad

Kryzys, Kryzys - tak na mnie wołają...czyli historia nawróconego kibola. Bogdan Kryzys Krzak #wywiad

Kibic, chuligan, człowiek, którego lepiej unikać - kilkanaście lat temu w taki sposób opisywano Bogdana Krzaka, mojego dzisiejszego gościa. Kryzys, bo "tak na niego wołają", opowiedział mi historię swojej wewnętrznej przemiany. Bogdan doświadczył rewolucji, która odmieniła jego życie - "dziesionę" zamienił na Dekalog. Nie dokonał jednak tego sam...



"Kryzys", skąd ta ksywa?

Ksywa ta towarzyszy mi od podstawówki. Nadał mi ją kolega ze starszej klasy. Wiele lat jej nie lubiłem, starałem się robić wszystko, żeby do mnie nie przylgnęła, bo kojarzyłem ją z przykrą sytuacją. Wspomniany kumpel, nazwał mnie "Kryzysem", bo chodziłem w dziurawych trampkach. Wychowywałem się w biednej rodzinie, nie było mnie stać na nowe ubrania. Trudno było mi pogodzić się z sytuacją materialną - kolega trafił w mój czuły punkt. Dopiero po wielu latach, kiedy na jednej z konferencji o. Adama Szustaka dowiedziałem się, że słowo kryzys, ma wiele przeciwstawnych znaczeń - m.in. porażka i nadzieja, zaakceptowałem tę ksywkę. W ten sposób naprawdę stałem się Kryzysem, i zacząłem nieść nadzieję tym, którzy jej potrzebują.

Kibol - tak określasz młodego Bogdana. Byłeś typowym ‚chuliganem'?

Styl życia, który prowadziłem kiedyś, dziś jest mi obcy, pewnie dlatego słowo „kibol” nie należy do moich ulubionych. Chuligan? Tak, byłem chuliganem. Zaczęło się od stadionu - opowiadanie się za klubem niosło ze sobą konkretne działania, brałem czynny udział w bijatykach, wymuszeniach, byłem agresywny. „Chuliganiłem”, a to zaspokajało moje potrzeby

Jak wyglądała codzienność chłopaka subkultury stadionowej?

Rano wychodziłem do szkoły, ale szybko z niej nie wracałem. Po zajęciach szedłem „na ulicę”. Spotykałem się ze znajomymi, szukaliśmy przestrzeni, w której mogliśmy spędzić wspólnie czas na tym, co sprawiało nam wówczas największą przyjemność… To były zakrapiane posiadówki, tematem przewodnim był stadion. W stanie wskazującym prowokowaliśmy utarczki słowne, szarpaniny. W tamtym okresie mojego życia, nadrzędną jego wartością był klub. Oddać życie za klub? Zrobiłbym to. Bez wahania. Przynależność do klubu była moim „znakiem firmowym” - byłem utożsamiany z konkretnym środowiskiem, społecznością, miejscem. Nieważne było to, co działo się w naszych domach, rodzinach, mieliśmy ludzi wokół siebie, ludzi, z którymi dzieliliśmy „wartości”. Chciało się żyć!

Byłeś świadkiem przemocy od najmłodszych lat, z czasem sam zacząłeś powielać znany ci schemat - biłeś i... piłeś...

Tak było… Pamiętam, że zazdrościłem ludziom, którzy mają fajnie, młodzieży, która ma poukładany dom, rówieśnikom, którzy mieli się do czego odnieść. Uznałem, że ci, którzy mają dobrze, przeze mnie będą mieć chociaż trochę gorzej. Przemoc stadionowa, to było nic, w stosunku do tego, jaki ból odczuwałem obserwując ludzi, którzy są szczęśliwi, którzy mają to, czego mnie najbardziej brakowało. Myślałem wtedy „ A masz! Dlaczego masz mieć lepiej niż ja”. Moje działania były wynikiem zazdrości. To trudny temat…

Sprawy nie wyglądały ciekawie - na pewnym etapie, planowałeś samobójstwo...

Zazdrościłem kolegom, mściłem się na rówieśnikach, a największe pretensje miałem do dorosłych. Doświadczenia, które były moim udziałem, nie powinny przytrafiać się dziecku. Uważałem, że nie jestem godzien miłości, szacunku. W wieku trzynastu lat postanowiłem odebrać sobie życie. Na szczęście, nie zrealizowałem swoich zamierzeń. Gdzieś z tyłu głowy miałem tę myśl, że wszystko przecież mogę jeszcze zmienić. Marzyłem o rodzinie, o dzieciach, które wychowałbym w innym domu od tego, w którym sam dorastałem. Samobójstwo zamknęłoby drogę do jakiejkolwiek zmiany. Stamtąd nie byłoby powrotu. 

Twoim sposobem na życie była 'dziesiona', czyli…

W telegraficznym skrócie, kradzież z rozbojem. Kiedy nie miałem kasy, „żebrałem od innych”. To był jedyna znana mi opcja na to, żeby cokolwiek mieć. Pieniądze na alkohol, papierosy, dyskotekę, stadion. Podchodziło się do „ofiary” i mówiło w odpowiedni sposób: „ Ty, sypnij grosza”, a ona wiedziała, że nie ma możliwości odmówić. Postawa, kumple, którzy stawali za mną sprawiali, że ten człowiek nie miał wyboru. I to był rozbój. Wkraczanie w wolność osoby, która nie ma ochoty spełnić twojego żądania. Wstydziłem się tego, że muszę „sępić”, żeby coś mieć, ale nadal to robiłem.

Wzbudzałeś postrach - sprawiało ci to satysfakcję?

Byłem przekonany, że wzbudzam szacunek. Nie wiedziałem, że ludzie boją się przebywać w moim towarzystwie. Jakiś czas temu dowiedziałem się od kumpla, że znajomi uważali, że jestem nieobliczalny. Nie potrafili przewidzieć, co mi „odpali”, obawiali się, że przyjdzie im ponosić konsekwencje moich „akcji”. Woziłem się po mieście, czułem się ważny. Dziś przeraża mnie to, że ktoś mógłby się mnie bać. Niedawno byłem świadkiem, a właściwie uczestnikiem zaskakującej dla mnie sytuacji. Pewna kobieta powiedziała do dziecka: „Jak będziesz niegrzeczny, ten pan cię zabierze”, wskazując oczywiście dla mnie. Natychmiast się uruchomiłem. Dlaczego ktoś straszy mną dziecko? Nie chcę, żeby ktokolwiek się mnie bał. Kiedyś uważałem, że jestem szanowany, czułem ogromną satysfakcję. Nie rozumiałem, że tak naprawdę wzbudzam porażający ludzi strach.

Gdy urodził się twój brat, obiecałeś sobie, że nigdy go nie okłamiesz. Dotrzymałeś słowa? 

To prawda. Pokochałem brata miłością, której wcześniej nie znałem. Zaangażowałem się w jego opiekę. Nie chciałem, żeby dorastał w kłamstwie. Dotrzymałem słowa, chociaż był moment, kiedy miałem ochotę złamać tę złożoną sobie obietnicę. Mój brat poprosił, żebym przyszedł na spotkanie wspólnoty, do której należał. Pomyślałem, że jest w jakiejś sekcie, że muszę go ratować. Powiedział, że ten zły, będzie robił wszystko, żebym nie dotarł na miejsce. Uważałem, że to ja steruje swoim życiem, nie jakiś tam diabeł. Miałem pokusę, żeby okłamać brata, bo nie chciałem uczestniczyć w tym spotkaniu, jednak nie zrobiłem tego. Pojawiłem się na formacji z misją ratowania brata, ostatecznie uratowałem siebie. Swoją drogą, to niesamowite, że właśnie ta obietnica, którą złożyłem będąc sześcioletnim chłopcem, doprowadziła mnie do życiowej rewolucji lata później…

Podczas twojej wizyty w pewnym sklepie, sprzedawca - chrześcijanin - miał swego rodzaju doświadczenie duchowe - zobaczył w tobie demona... Opowiedz proszę, co wtedy się wydarzyło?

Sklep, o którym wspominasz, prowadzony był przez chrześcijan. Zaprosił mnie tam kolega, który głosił mi Ewangelię. Odwiedziłem go, rozmawialiśmy, jedna z osób tam obecnych nagle wyszła. Wtedy nie zwróciłem na to uwagi, ale po jakimś czasie, spotkałem tego człowieka ponownie - w mieszkaniu kolegi ze wspólnoty. Kiedy mnie zobaczył, struchlał. Opowiedział mi, że kiedy widział mnie po razy pierwszy, pomyślał, „Boże, ja wiem, że ty nie masz względu na osobę, ale ten człowiek jest nie do ruszenia, to samo zło”. Nie mógł uwierzyć, że przeszedłem taką metamorfozę, że się nawróciłem. Przekonał się, że Bóg naprawdę nie ma względu na osobę.

Nawrócenie przyszło nagle?

To był proces. Zacząłem uczęszczać na spotkania różnych formacji, chłonąć tę atmosferę. W sercu coraz bardziej odczuwałem pragnienie, że chcę być taki, jak ci ludzie. Chciałem być taki spokojny, funkcjonować tak, jak oni. Miałem wrażenie, że „oni” są jacyś inni - teraz wiem, że świętość, to inność. Wracając z jednego ze spotkań, zwróciłem się do Boga, myślałem „ Jezu, jeśli ci ludzie są autentyczni „w tym wszystkim”, chcę ci oddać swoje życie”. Nie miałem siły, nie umiałem już i nie chciałem żyć na ciągłym „oriencie”. Marzyłem o spokoju, który cechował tych ludzi - nie wiedziałem, że to pokój, pokój ducha. Tego dnia naprawdę oddałem życie Bogu. Nie miałem planu, stanąłem w prawdzie przed samym sobą i wiedziałem, że nie mogę funkcjonować tak, jak dotychczas. Głęboko pragnąłem zmiany. Zostałem uwolniony do życia, Jezus mnie uwolnił. Codziennie zachwycam się tym, co Chrystus robi dla człowieka. Ten proces zaczął się 29 lat temu, trwa nadal, i to jest najpiękniejsze!

Twoja żona zajmowała się dziećmi, kiedy ty odrywałeś Boga, znikając na całe dnie. Długo czekałeś, aż "poczuje" to, co ty?

Moja żona patrzyła na moją ewolucję z zadziwieniem. Sporo razem przeszliśmy, trudno było jej uwierzyć, że się zmieniam. Zauważyła, że przestałem przeklinać, odstawiłem alkohol, papierosy, „skończyłem” z agresją. Mimo że sporo czasu spędzałem poza domem, uczestnicząc chociażby w spotkaniach wspólnoty, wracałem trzeźwy, spokojny - byłem już innym człowiekiem. To wszystko wprawiało ją w niemałą konsternację. Pamiętam, że pewnego dnia przeprosiłem żonę za swoje zachowanie, którym sprawiłem jej przykrość - to była akcja - reakcja. Nawaliłem, od razu się zorientowałem, wyraziłem skruchę. Była w szoku. Zapytała „ Co ty robisz?”. Nie mogła uwierzyć, że tak zwyczajnie ją przeprosiłem. Tłumaczyłem, że tak kazał Jezus, że trzeba przepraszać. Zaprosiłem żonę na spotkanie wspólnoty, odmówiła. Za jakiś czas, podczas mojej nieobecności w Polsce, zdecydowała się i poszła na wspólnotę. Nie posiadałem się ze szczęścia, kiedy dowiedziałem się, że moja żona oddała swoje życie Chrystusowi. Zmiana, którą zobaczyła we mnie, spowodowała, że chciała zobaczyć, na czym to polega, jak to wszystko jest możliwe. Sama doświadczyła Boga i trwamy w Nim razem od 30 lat.

Pracujesz jako instruktor psychoterapii uzależnień w ośrodku dla młodzieży - czy świadczysz tam o swoim nawróceniu, o Bogu?

Zanim zacząłem pracę w tym ośrodku, byłem wolontariuszem. Dawałem świadectwo wiary, opowiadałem o tym, jak Jezus zmienił moje życie. Głoszę też „sobą” - swoją postawą, stylem życia. Młodzi, mam nadzieję, jak mnie obserwują, to doświadczają Boga już przez moją obecność - jestem z nimi, służę im pomocą, wspieram w tej naprawdę niezwykle trudnej drodze o trzeźwość. Liczę na to, że oni z tego czerpią i wierzę, że znajdują sens w swoich sytuacjach i mają nadzieję.

Kiedy wkroczyłeś na ścieżkę Boga, twoje życie zmieniło sie diametralnie. Mówisz, że kryzysy wciąż zdarzają się Kryzysowi - to przecież ludzka rzecz. Powiedz, jak je przezwyciężać? Czy można wypracować jakiś sposób?


Kryzysy się zdarzają, to oczywista sprawa. Przyznam, że obawiam się chrześcijan, którzy twierdzą, że nie mają kryzysów wiary, że wszystko jest zawsze ładnie, pięknie, stabilnie. Brzmi to super, ale czy rzeczywiście jest możliwe? Nie wiem... Ostatnio na temat życiowych zawirowań rozmawiałem z młodzieżą z ośrodka, to co usłyszałem, jest bliskie mojemu sercu. Moi podopieczni uważają, że podczas kryzysu, warto poczekać - jeśli to oczywiście możliwe - z podejmowaniem decyzji. Emocje są najgorszym doradcą - "dobrym sługą", ale "nieudolnym królem". należy starać się wyciszyć, przeanalizować problem, zastanowić się nad jego genezą. Młodzież powiedziała piękną rzecz - kryzys warto "poprzeżywać", trochę z nim pobyć, zatrzymać się. Jeśli nie mogę dotrzeć do przyczyny problemu, zwracam się do kierownika duchownego, ale i bezpośrednio do Boga, tylko On może pomóc - niekoniecznie od razu, czasem "to" musi potrwać, ale ma to sens.

___________________________________________________________________________

Książkę Bogdana " Siema Kryzys. O wyciu w samotności i karmieniu dobrego wilka", znajdziecie TU.

Biologique Recherche - kosmetyki, które pokochały królewskie rody. wywiad z Anną Lohmann

Biologique Recherche - kosmetyki, które pokochały królewskie rody. wywiad z Anną Lohmann

Biologique Recherche, francuska marka kosmetyków biologicznych, od lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku utrzymuje wysoką pozycję na rynku beauty. Produkty oferowane przez BR, swoją popularność zawdzięczają przede wszystkim skuteczności terapeutycznej osiąganej w stosunkowo krótkim czasie. Kosmetyki marki pokochały gwiazdy światowego formatu i członkowie rodów królewskich. Biologique Recherche zrewolucjonizował branżę, a skutki tej rewolucji widoczne są do dziś. 

O marce BR dowiedziałam się od polskiej kosmetyczki Hollywood, Joanny Czech - wywiad TU. Asia zaleciła mi stosowanie konkretnych produktów marki. Przetestowałam m.in. ulubioną maskę Kim K., Masque Vivant , krem Dermopurifiante i Hydravit's, i oczywiście kultowy Lotion, nazywany na zachodzie "Jesus in a bottle". Rutyna pielęgnacyjna z kosmetykami BR w roli głównej, wpłynęła pozytywnie na kondycje mojej problematycznej cery - rezultaty były naprawdę zaskakujące. 

Postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej na temat marki Biologique Recherche, która w Polsce nadal jest niedostatecznie poznana. Zaprosiłam na wywiad Annę Lohmann, wyłączną dystrybutorkę marki Biologique Recherche w kraju, która odpowiedziała na kilka moich pytań. Zapraszam na rozmowę.


Marka Biologique Recherche zrodziła się z… miłości…

Marka Biologique Recherche powstała w latach 70. i rzeczywiście – powstała z miłości. Biologique Recherche to historia miłosna pary: Yvana Allouche, biologa i Josette Allouche – fizjoterapeutki. Ich wiedza i pasja pozwoliła na stworzenie nowej metody pielęgnacji skóry, w której produkty i metodologia są ściśle ze sobą połączone.

„Biologique Recherche” - skąd ta nazwa?

Nazwę wymyślił Yvan Allouche. Słowem „Biologique” nawiązywał do cyklu odnowy komórkowej naskórka, co wynikało z jego ogromnego zainteresowania funkcjonowaniem skóry. Natomiast „Recherche” oznacza badania. Działalność marki opiera się na szukaniu nowych rozwiązań mających na celu długotrwałą poprawę kondycji skóry – taka jest wizja marki.

Pierwszy kosmetyk pod szyldem BR był dedykowany Josette Allouche. Okazało się, że efekty działania produktu były tak spektakularne, że w niedługim od premiery czasie, Lotion P50 zyskał ogromną popularność…

Na początku lat 70. w sektorze pielęgnacji skóry, tylko lekarze posiadali produkty o działaniu złuszczającym, które silnie podrażniały skórę. Yvan Allouche, założyciel marki Biologique Recherche uznał, że jest to zbyt agresywne dla skóry i z tego powodu rozpoczął prace nad autorskim kosmetykiem. Po stworzeniu pierwszego Lotionu P50, który jest mieszanką kwasów AHA i BHA, całkowicie zrewolucjonizował rynek kosmetyczny, ponieważ w tamtych czasach nie stosowało się mieszanek kwasowych w jednym produkcie. Aktualny skład Lotionów P50 nadal bazuje na oryginalnej recepturze Yvana Allouche`a, a nieliczne modyfikacje są następstwem wyników przeprowadzanych przez laboratorium badań.




Kilkadziesiąt lat od pierwszej linii produkcyjnej, Lotiony P50 nazywane są „Jesus in a bottle’, „game changer”, „life changing products” itp… Na czym polega fenomen kultowych już Lotionów BR?

Jego główne działanie opiera się na przywróceniu prawidłowego tempa cyklu odnowy komórkowej i przyspieszenia procesu odnowy skóry. Aby zrozumieć mechanizm działania Lotionów, należy najpierw wytłumaczyć ich nazwę: litera P, to skrót od słowa "peeling", natomiast "50" oznacza długość dwóch cykli odnowy komórkowej. Lotion P50 jest kluczowym produktem, który przywraca skórze równowagę, odnawia ją, ale także wzmacnia funkcje ochronne. Dzieje się to poprzez wpływ na dwie warstwy skóry: naskórek, dokładniej warstwę rogową – poprzez delikatną eksfoliację oraz skórę właściwą – poprzez przyspieszenie podziałów komórkowych.



Podobno najlepsze efekty terapeutyczne można osiągnąć stosując pielęgnację złożoną z co najmniej kilku kosmetyków Biologique Recherche. Czy to oznacza, że produkty w jakiś sposób się „uzupełniają”?

To prawda, że w celu osiągnięcia jak najlepszych efektów dobrze jest stosować pełną, indywidualnie dobraną pielęgnację. Kosmetyki Biologique Recherche nie mają konkretnych linii produktowych, oferta jest bardzo szeroka – posiadamy ponad sto kosmetyków do twarzy, dlatego tak ważny jest ich odpowiedni dobór. Pielęgnacja dobierana jest zawsze na podstawie aktualnego stanu skóry i wywiadu z klientem. Produkty się „uzupełniają”, ponieważ odpowiadają na różne potrzeby skóry i można je łączyć w niezliczonej ilości kombinacji.

Wracając do tematu Lotionów P50 - jest kilka rodzajów, od którego najlepiej zacząć?

W ofercie posiadamy cztery rodzaje Lotionów P50. Każdy z nich dedykowany jest innym stanom skóry. Do wyboru mamy: klasyczną wersję P50, wersję do skóry wrażliwej P50W, wersję do skóry dojrzałej P50V i do skóry z przebarwieniami P50 PIGM400. Zalecamy rozpocząć kurację od Lotionu P50W, a przy bardzo, bardzo wrażliwych stanach skóry od Lotionu P50 PIGM400.

Czy można stosować je codziennie?

Tak, a wręcz należy – zgodnie z zaleceniami producenta, Lotiony z serii P50 powinny być stosowane rano i wieczorem dla uzyskania najlepszych efektów.

A jeśli chodzi o połączenia z innymi substancjami aktywnymi - czy są jakieś „niebezpieczne
związki”?

Lotionów nigdy nie łączymy z innymi produktami o działaniu złuszczającym (np. z kwasami czy retinolem). Nie zalecamy ich stosowania również podczas kuracji maściami z antybiotykiem oraz na skórę z aktywnym trądzikiem różowatym (Lotionu nie nakładamy tylko na miejsca objęte trądzikiem, na resztę skóry możemy). Lotionu nie stosujemy również na otwarte rany oraz na skórę ze zmianami alergicznymi. Ze względu na zawartość kwasów ważna jest ochrona SPF.

Przygotowując się do wywiadu, zauważyłam, że jednym z najczęściej wyszukiwanych pytań dotyczących marki było: „ Why Biologiue Recherche?”. Dołączam do internautów i proszę o odpowiedź, dlaczego warto używać kosmetyków BR :)? Jakie są mocne strony Biologique Recherche?

Nasze produkty wyróżniają: wysokie stężenia składników aktywnych, zachowanie oryginalnej struktury składników aktywnych, brak sztucznych zapachów i sztucznych barwników, szeroka gama produktów do twarzy, ciała, włosów i skóry głowy. Przy prawidłowo dobranej pielęgnacji efekty są szybko widoczne. Dodatkowo, kosmetyki są w 100% made in France.

W jaki sposób gabinety kosmetyczne mogą nawiązać współpracę z BR?

Współpraca rozpoczyna się od prezentacji marki, podczas której opowiadamy o produktach i prezentujemy wybrany zabieg. Następnie, po rozmowie z gabinetem, warunkiem rozpoczęcia współpracy jest zakup pakietu startowego, który dobierany jest indywidualnie, do potrzeb danego miejsca. Ten pakiet startowy zawiera kosmetyki niezbędne do wykonania ustalonych zabiegów, z których przeprowadzane są szkolenia oraz kosmetyki detaliczne. Staramy się, aby nasze współprace były długofalowe, oparte na relacjach.

Czym charakteryzują się zabiegi BR?

W swojej ofercie posiadamy zabiegi na twarz, ciało oraz włosy i skórę głowy. Zabiegi oraz wykorzystywane podczas nich kosmetyki, dobierane są na podstawie aktualnego stanu skóry. Wyróżniamy dwa rodzaje zabiegów: aplikacyjne oraz z masażami autorskimi. Autorskie masaże Biologique Recherche, to specjalistyczne techniki manualne, których działanie oparte jest na znajomości anatomii mięśni twarzy i wykorzystaniu naturalnych możliwości uzyskania efektu liftingu poprzez odpowiedni masaż twarzy. Rezultaty wszystkich zabiegów są od razu widoczne i prezentowane: najpierw wykonujemy go na jednej połowie twarzy, by można było zobaczyć realny efekt w porównaniu z drugą jej połową, która nie została jeszcze poddana terapeutycznemu masażowi i działaniu substancji aktywnych, zawartych w aplikowanych preparatach.

Trzy produkty BR, które każdy beauty maniac powinien przetestować to…

To naprawdę ciężki wybór :). Pójdźmy w klasykę: Lotion P50, mleczko do demakijażu, maska VIP
O2.
__________________________________________________________________


Serdecznie dziękuję Annie Lohmann, oraz ekipie BR, w tym Natalii Wikieł - Śliżewskiej za profesjonalną - i przemiłą - współpracę!

Więcej na temat Biologuique Recherche przeczytacie TU - klik.





Tanatokosmetolog - czym się zajmuje? Pani z Domu Pogrzebowego  #wywiad

Tanatokosmetolog - czym się zajmuje? Pani z Domu Pogrzebowego #wywiad

Praca w zakładzie pogrzebowym owiana jest tajemnicą. Mitów, na temat panujących w branży funeralnej zwyczajów jest wiele, ale tylko nieliczni wiedzą, jak wygląda życie w kojarzonej ze śmiercią instytucji. Jedną z wtajemniczonych jest Agnieszka, znana jako Pani z Domu Pogrzebowego, która opowiedziała mi o kulisach swojej pracy.



Jak nazywa się stanowisko na którym pracujesz?

Jestem tanatokosmetologiem, czyli osobą która przygotowuje ciało zmarłego do pochówku. Stanowisko to charakretyzuje szerokie spektrum obowiązków, począwszy od umycia, zabezpieczenia ciała i ubrania osoby zmarłej, do wykonania makijażu pośmiertnego.

Skąd pomysł na pracę w tym zawodzie?

Już od dziecięcych lat w mojej podświadomości obecny był temat śmierci. Interesowało mnie to, co dzieje się z człowiekiem po odejściu w zaświaty - nie tylko od strony duchowej, ale i doczesnej. Kiedy zmarła moja babcia zastanawiałam się, co będzie działo się z jej ciałem zanim zostanie pogrzebana. Chciałam wiedzieć - poznać i zrozumieć każdy etap pochówku.

Próbowałam swoich sił w różnych profesjach, ale wciąż towarzyszyło mi uczucie, że moje wybory są chybione. Pewnego wieczoru, przeglądałam oferty pracy i trafiłam na ogłoszenie zakładu pogrzebowego, którego właściciel poszukiwał pracownika biurowego. Aplikowałam. Wkrótce otrzymałam zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną. Nigdy nie zapomnę chwili, w której znalazłam się przed budynkiem zakładu - z wrażenia miałam miękkie kolana. Zostałam zatrudniona. Wiem, że tak miało być. Ta praca była mi przeznaczona.

Szybko się wdrożyłaś? 

Myślę, że wdrożyłam się dość szybko. Zaczęłam od pracy biurowej, poznawania struktury firmy i specyfiki branży pogrzebowej. Z czasem umożliwiono mi obserwowanie kolegów, którzy przygotowywali ciała do ostatniego pożegnania i wykonywali makijaż pośmiertny. Uświadomiłam sobie, że to "ta" praca! Praca, którą chciałam wykonywać od zawsze. W niedługim czasie dostałam szansę i mogłam robić to, co wcześniej tylko obserwowałam. Miałam doświadczenie jako wizażystka, dlatego mojej początki na stanowisku tantokosmetologa nie były trudne.

Czy do rozpoczęcia pracy w domu pogrzebowym potrzebne jest wykształcenie kierunkowe?

Nie, nie ma konkretnych wskazań co do wykształcenia osoby mającej pracować w zakładzie. Często słyszę, że należy mieć zaplecze medyczne, ale to jakiś krążący w sieci mit. Zalecam, aby osoby zainteresowane pracą w branży pogrzebowej, skorzystały z kursu przygotowującego, podczas którego można nauczyć się m.in. wykonywania toalety pośmiertnej, przełamania tzw. stężenia pośmiertnego i ubrania zmarłego. Nabyte na szkoleniu umiejętności znacznie ułatwiają wykonywanie obowiązków.

Apropos - co leży w zakresie Twoich obowiązków?

W pracy jestem odpowiedzialna za przygotowanie ciała do pochówku i przyjmowanie rodzin, które chcą zamówić pogrzeb. Łączę pracę biurową z pracą techniczną i bardzo to lubię.

Zdarza Ci się odczuwać lęk związany z obcowaniem ze zmarłym?

Jestem oswojona ze śmiercią, jednak zdarza się, że wygląd denata jest naprawdę szokujący.
Zmarły może mieć otwarte usta, wykrzywioną bólem lub zniszczoną chorobą czy wypadkiem twarz. Mam świadomość, że należy bać się żywych, nie zmarłych, ale nie zawsze tak było. Pierwsze spotkania z nienaturalnie prezentującymi się ciałami, sprawiały, że czułam się  mówiąc delikatnie - niekomfortowo, ale szybko się oswoiłam. Zawsze staram się z najwyższym szacunkiem traktować zmarłych. Wierzę, że osoba oddana pod moją opiekę, to czuje. Czasem mam wrażenie, że zmarły "obawia się" tego, co go u nas czeka - gdy to "wyczuwam", mówię do niego, tłumacząc co będę robić i w jakim celu. Uważam, że do ostatnich chwil, zmarły powinien pozostać dla nas - żyjących, człowiekiem.

Bywa, że po śmierci ciało "wydaje" pewne odgłosy - jak radzisz sobie z niespodziewanie usłyszanym dźwiękiem? Czy można się do tego przyzwyczaić?

To prawda, można usłyszeć delikatne pojękiwania. Wszystko spowodowane jest powietrzem zgromadzonym w przełyku, przeponie i płucach człowieka. Przy podnoszeniu ciała zmarłego, następuje nacisk na przeponę, czego konsekwencją może być "jęknięcie". Podsumowując - "dźwięki" nie pojawiają się samoistnie, a dopiero gdy zmarły będzie miał zmienianą pozycję np. do toalety.

Przygotowując zmarłego do pochówku, musisz sprostać wytycznym dotyczącym jego wyglądu wskazanym przez rodzinę - konkretny makijaż, fryzura. Zdarzają się sytuacje zaskakujące, nietypowe?

Nie przypominam sobie takich sytuacji. Mamy różne gusta, coś, co mnie może wydawać się dziwne, dla innych jest piękne. Nigdy nie oceniam oczekiwań rodziny, co do wyglądu bliskiej im osoby. Sądzę, że wyrobiłam w sobie swego rodzaju mechanizm - przyjmuję wytyczne i działam. Szanuję wolę rodziny i nawet w myślach " nie komentuję" ich decyzji.

Wielu zastanawia się, czy w swoim doświadczeniu zawodowym przeżyłaś chwile grozy - dla odmiany, chciałabym, żebyś wspomniała o historiach przyjemnych, dzięki którym zawsze odnajdujesz sens swojej pracy

O tym, że moja praca ma sens, przekonuje się za każdym razem, kiedy bliscy zmarłego przyznają, że nie czują strachu czy kiedy cieszą, że z twarzy ważnej dla nich osoby zniknął grymas bólu. Zdarza się, że przekonują mnie, że "ich zmarły" wygląda lepiej po śmierci, niż za życia, czasem nawet go fotografują lub proszą, abym ja to zrobiła. Ciało, od momentu transportu do zakładu, do ułożenia w trumnie przechodzi ogromną metamorfozę. Trudno to sobie wyobrazić, żeby zrozumieć, trzeba zobaczyć.

Czy jest coś, czego nie lubisz robić w pracy w domu pogrzebowym?

Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią dziecka. Przygotowanie zmarłego dzieciątka, to dla mnie traumatyczne przeżycie.

Jesteś świadkiem dramatów rodzinnych, wielu bolesnych i trudnych chwil - czy możesz podzielić się historią, która szczególnie zapadła ci w pamięci?

Nigdy nie zapomnę rodziny, która przyszła do zakładu zaplanować pogrzeb dziecka, które było jeszcze w łonie matki. Wysoka ciąża, ostatnie tygodnie. Wybierali urnę, kwiatki i tabliczkę na krzyż, zamiast wózka, łóżeczka i ubranek. Płakałam razem z nimi. Kiedy wracam myślami do tej rodziny, jest mi bardzo ciężko.

Twoja praca wiąże się ze sporym obciążeniem psychicznym. Nigdy nie myślałaś o tym, żeby zrezygnować?

Nie wyobrażam sobie robić nic innego, to zajęcie daje mi ogromną satysfakcje. W każdej pracy są chwilę zwątpienia, ale moim zdaniem to pozwala zachować równowagę psychiczną. Jest to zdrowy odruch. Miewam gorszy czas, szczególnie kiedy obserwuję wzrost zgonów - widzę wtedy więcej cierpienia...

Stworzyłaś instagramowy profil Pani z Domu Pogrzebowego (przekierowanie), na którym publikujesz treści związane z m.in. przygotowaniem do tzw. ostatniego pożegnania - jaki był Twój cel, gdy zakładałaś konto?

To był impuls, poczułam chęć stworzenia miejsca, w którym będę mogła mówić o mojej pracy. Wiele osób demonizuje mój zawód, a ja chciałam pokazać, że tu też pracują normalni ludzie, którzy mają domy, rodziny, pasje. Wokół tematyki funeralnej istnieje wiele mitów, które ja lubię odczarowywać.

Treści, które zamieszczasz na Instagramie, cieszą się ogromnym zainteresowaniem - zrzeszasz niemal stutysięczną społeczność - Twoja działalność przełamuje tabu, niejako oswaja ze śmiercią. Spodziewałaś się tak pozytywnego odbioru?

Absolutnie nie spodziewałam się takiego zainteresowania. Byłam szczęśliwa, kiedy mój profil obserwowało sto osób - to przecież spory tłum! A sto tysięcy zaangażowanych obserwatorów? Szok!

Czy zdecydowałabyś się na obranie tej ścieżki zawodowej ponownie?

Nie widzę już siebie w innym zawodzie, w innym miejscu. Żałuję, że nie znalazłam tej pracy wcześniej. Mogę śmiało powiedzieć, że kocham to, co robię i dobrze mi w miejscu, w którym jestem.



Słyszeliście o tej profesji? Dajcie znać, co sądzicie o naszej rozmowie, jestem ciekawa Waszych opinii :).


PS. Więcej wywiadów znajdziecie w zakładce Winda - TU i w Dużym Pokoju - TU. Zapraszam na inspirujące rozmowy np. z polską kosmetyczką Kim Kardashian i Jennfier Aniston - TU i Sandrą, która zmagała się z bulimią - TU.

*pierwsza data publikacji wywiadu - 5.04.2020