• Winda
  • Duży pokój
  • Gabinet
  • Łaźnia
  • Spiżarnia
  • Garderoba
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą medycyna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą medycyna. Pokaż wszystkie posty
dr Google - najpopularniejszy lekarz świata. Jak wpływa na pracę medyków i czy warto korzystać z jego porad? #wywiad z instalekarzami

dr Google - najpopularniejszy lekarz świata. Jak wpływa na pracę medyków i czy warto korzystać z jego porad? #wywiad z instalekarzami

'Dr' Google, to jeden z najpopularniejszych 'medyków' świata - dla wielu z nas, lekarz pierwszego kontaktu. Konsultacje z nim - jeśli odpowiednio przeprowadzone - mogą poszerzyć wiedzę z zakresu medycyny, ale czy ostatecznie wyjdą nam na zdrowie? O tym, jakie mogą być konsekwencje nierozważnego korzystania z wyszukiwarek internetowych w sprawach dotyczących zdrowia mówią znani i lubiani #instalekarze - dr n.med Paweł Kabata vel @chirurgpawel - wywiad w Windzie KLIK, lek.med. Julia Piątek @emergency_queen i lek.med. Łukasz Durajski @dokorekradzi.



Czy warto 'badać się' online?


Julia, Emergency Queen : Internet, chociaż może służyć do czerpania informacji na temat zdrowia - nie zastąpi wizyty u lekarza. 'Samodiagnozowanie' może być niebezpieczne, zwłaszcza, gdy zaczynamy stosować pseudo metody lecznicze zalecane przez nie mających zaplecza medycznego forumowiczów. 'Google Search' nie zastąpi relacji pacjent - lekarz. Nie przeprowadzi wywiadu, nie zleci odpowiednich badań, nie przeanalizuje historii choroby...

Paweł Kabata, Chirurg Paweł: Telemedycyna, bo tak nazywa się fachowe metody badania i uzyskiwania informacji medycznych poprzez elektronikę lub środki przekazu na odległość, to idea bardzo na czasie - ma potencjał, dlatego jest wciąż rozwijana. Ma to sens - rozwój telemedycyny pozwoli na zmniejszenie ilości nieuzasadnionych wizyt medycznych, a co za tym idzie oszczędność czasu pracy lekarzy i cięcie zbędnych kosztów. Google, to nie telemedycyna, dlatego nie warto 'badać' się przez Internet. Sieć, to miejsce pełne źródeł nierzetelnych, nieprofesjonalnych, nierzadko też kłamliwych. Warto zwrócić uwagę na fakt, że lekarze także 'googlują' objawy i dolegliwości spoza zakresu własnej specjalizacji, ale w przeciwieństwie do laików, ich ogólna wiedza medyczna i umiejętność poruszania się po tym skomplikowanym 'medycznym świecie', pozwala na oddzielenie kompletnych bzdur, od źródeł potencjalnie wartościowych. Człowiek niezwiązany z medycyną nie ma takiej umiejętności, czego konsekwencją jest natłok powtarzających i wzajemnie wykluczających informacji tworzących szum. To trochę jakby człowiek potrzebował szklanki wody i poszedł po nią pod wodospad Niagara ;).

Łukasz Durajski, Doktorek Radzi: Dociekliwość leży w ludzkiej naturze, a Internet, to rewolucyjne narzędzie w zaspokajaniu ciekawości poprzez zdobywanie informacji - także w zakresie zdrowia i choroby. Uważam, że z powodzeniem można wykorzystywać dobrodziejstwa technologii, należy jednak robić to z głową, korzystając z wiarygodnych źródeł - witryn należących do instytucji państwowych czy platform i blogów prowadzonych przez lekarzy. Warto zaznaczyć, że lekarze odpowiadają prawnie za treści, które publikują w sieci, a to jest gwarancją bezpieczeństwa dla czytelnika.


Przeczytaj także: Chcę być lekarzem! Czy nie jest za późno?  - niezwykłe historie 'późnych' studentów medycyny.




Gdzie szukać pomocy, gdy zaobserwujemy u siebie niepokojące objawy?


Łukasz: Zwykle pierwszej kolejności przeszukujemy Internet... Zdobyte informacje powinno się jednak skonfrontować z lekarzem lub specjalistami w danej dziedzinie. Nie eksperymentujmy na własną rękę!

Julia: Najlepiej zgłosić się do lekarza rodzinnego, który w razie potrzeby może skierować pacjenta do specjalisty. W nagłych sytuacjach, przy poważnych objawach oczywiście, należy się zgłosić do Nocnej Opieki Chorych lub SORu.

Paweł: ...U lekarza, ale jeśli już czujemy nieodpartą potrzebę przeczytania 'całego internetu', polecam strony profesjonalne – np. brytyjski NHS, amerykańskie strony informacyjne np. cancer.org. Rzetelne, wartościowe, nadzorowane. Przygotowane w sposób przystępny dla użytkownika.


Zweryfikowane witryny medyczne zawierające merytoryczne informacje, którymi można się posiłkować oczekując na wizytę u lekarza, to...


Paweł: Tak jak wspomniałem, NHS, cancer.org. Do poprzednio wymienionych dodałbym jeszcze naszą rodzimą witrynę, Medycyna Praktyczna.

Julia: W mediach społecznościowych coraz chętniej udzielają się lekarze i farmaceuci, co daje możliwość 'dokształcenia się' m.in. w kwestiach dotyczących zdrowia czy profilaktyki zdrowotnej. To świetna opcja na połączenie rozrywki, jaką może być Facebook i Instagram, z nauką, warto zaglądać do #instalekarzy. Tak jak poprzednik, polecam też Medycynę Praktyczną.

Łukasz: Wiarygodne źródła w Internecie to m.in. strony Państwowego Zakładu Higieny -szczepienia.info, Głównego Inspektora Sanitarnego gis.gov.pl, polskich towarzystw naukowych, Instytutu Żywienia i Żywności, także polecona przez Pawła i Julię strona naukowej gazety Medycyna Praktyczna (mp.pl) przeznaczona również dla pacjentów. Oczywiście zapraszam także do siebie na www.doktorekradzi.pl oraz www.doktorekwpodrozy.pl. Polecam także merytoryczne blogi i profile w mediach społecznościowych kolegów po fachu:


  • mamapediatra
  • instalekarz
  • doktormagda
  • chirurgpawel
  • zapytajpolozna.pl
  • mamaistetoskop


Czym grozi nierozsądne korzystanie z informacji zawierających zalecenia lekarskie, publikowanych przez osoby nie mające wykształcenia medycznego?


Paweł: W najlepszym wypadku uprzykrzaniem życia lekarzom. No, ale niestety, konsekwencje stosowania pseudozaleceń lekarskich znalezionych w sieci mogą być poważniejsze - pacjenci mogą doświadczać ciężkich, trudnych do odkręcenia traumatyzacji i życia w przeświadczeniu o powadze choroby, pomimo braku przesłanek ku temu. Znam osoby, które ze strachu idą też w kierunku metod niesprawdzonych, opierając się na przekonujących opisach negatywnych doświadczeń poszczególnych osób - "nie zgadzam się na to leczenie, bo mój kolega co to miał, to bardzo cierpiał, a potem umarł"....

Julia:  W dzisiejszych czasach pacjenci wykazują tendencję do 'przediagnozowania'. Do najmniejszego objawu potrafią przypisać sobie poważne choroby, zapominając, że niektóre dolegliwości mogą być spowodowane po porostu 'niezdrowym' trybem życia. Posiłkowanie się informacjami publikowanymi na nierzetelnych witrynach i unikanie konsultacji z lekarzem mimo niepokojących objawów, może wiązać się z późnym rozpoznaniem choroby, czego konsekwencje mogą być tragiczne. Profilaktyka i regularna kontrola, są niezwykle ważne, nie zapominajmy o tym - oczywiście w granicach rozsądku.

Łukasz:  Przede wszystkim niesie ze sobą ryzyko utraty zdrowia i życia. Korzystanie z porad 'forumowiczów' i osób niezwiązanych z medycyną może doprowadzić do nieodwracalnych skutków.Czy z zepsutym samochodem idziemy do fryzjerki? A może w sprawie kapiącego kranu prosimy o pomoc piekarza? Analogicznie - nie powinniśmy radzić się w kwestiach zdrowotnych hydraulika albo ubezpieczyciela...


Przypadki 'wykształconych' przez dr Google pacjentów z którymi mieliście do czynienia?


Julia:  Najczęściej pacjent zwleka z umówieniem się do lekarza, albo uczęszcza na superalternatywną  'terapię' do jakiegoś 'szamana', który oczywiście nie może sensownie doradzić. Takie eksperymenty zwykle mają nieciekawy finał...

Łukasz: Jedna z bardziej przerażających historii pacjentów zaczytanych w Google jest ta, w której matka przerażona podaniem szczepionki dziecku, postanowiła usunąć z jego organizmu rzekome metale ciężkie, podając mu żrące substancje do wypicia! Równie szokujące jest leczenie pacjentów onkologicznych wlewami z witaminy C, czyli metodą totalnie bzdurną, nie dającą żadnych szans, a jednak cieszącą się niesłabnącą popularnością na forach pseudozdrowotnych. Z gabinetu przypominam sobie też mamę, która postanowiła odrobaczać dziecko dziwną metodą "uwalniania czakr" za pomocą "ziółek" o niewiadomym pochodzeniu. Skończyło się wizyta w szpitalu z groźnymi powikłaniami. Zastanawiający jest fakt, że gdy pseudolecznicze metody zawodzą, oczekujemy wsparcia i pomocy od lekarzy... Niestety, na głupotę nie ma lekarstwa.

Paweł:  Bardzo szybko można rozpoznać pacjenta, który konsultował się u 'najpopularniejszego lekarza świata' - tacy delikwenci dopytują o dość szczegółowe zagadnienia, czasami daleko odbiegające od aktualnego biegu rozmowy. Wyłapane przy okazji hasła i slogany, pytania w stylu „a co Pan myśli o doniesieniach, że…” i dość dziwna mieszanka języka fachowego i potocznego, nakazują wzmożoną czujność... Najlepiej od razu zapytać: "co i gdzie było przeczytane?"


Jak dr Google wpływa na Waszą pracę?


Paweł: Nieznacznie ją wydłuża - często muszę odkręcać wszelkiej maści rewelacje zaczerpnięte z wątpliwych źródeł. Poza tym, nie widzę większego wpływu. Robimy swoje - tak jak zasady i prawidła medycyny nakazują, a do istnienia dr Google'a... zwyczajnie się przyzwyczaiłem.

Łukasz: Doktor Google czasem mnie przeraża. Chociaż coraz rzadziej zaskakuje, często bawi. Bywa, że łapię się za głowę i zastanawiam - jak można wierzyć w takie bzdury?

Julia: Nie ułatwia mi pracy. Trudno jest rozmawiać z pacjentem, który ma już swoje podejrzenia i usiłuje za wszelką cenę je 'sprzedać'. Wielu z nich nie zdaje sobie sprawy z tego, jakie są wytyczne, że nie wszystkie badania, o których żądny diagnozy niewolnik Google'a się naczytał warto robić, jeżeli nie ma ku temu żadnych wskazań. Ciężko to wytłumaczyć, wydaje się to wręcz niemożliwe.


Co myślicie o korzystaniu z niezweryfikowanych źródeł informacji nt. zdrowia?


Paweł: Uważam, że to szkodzenie sobie. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że w ostateczności -gdy skutki korzystania z takich porad zaczną być zagrożeniem dla zdrowia lub życia pacjenta dr Google'a - i tak się zobaczymy! Oby tylko, nie było za późno na pomoc... Zastanawiam się, czy osoba korzystająca z 'mądrości' np. influencerów, odważyłaby się wsiąść do samochodu zbudowanego na podstawie rad osób, które się na tym nie znają. Szczerze wątpię, niestety obserwuję dziwną prawidłowość - ludzie nie mają oporów przed poleganiem na poradach medycznych lub paramedycznych publikowanych na profilach osób 'popularnych', nie mających absolutnie nic wspólnego z medycyną.

Łukasz: Totalnie odradzam, a nawet zabraniam! Takie praktyki są dla nas po prostu niebezpieczne.

Julia: Medycyna jest bardzo szeroką dziedziną - dlatego też studia medyczne trwają 6 lat, a w praktyce nauka trwa całe życie zawodowe lekarza. Jak to jest, że po przeczytaniu kilku książek medycznych, samozwańczy 'uzdrowiciel' może stwierdzić, że posiada wiedzę większą niż lekarz, który zna procesy zachodzące w ludzkim ciele i wie jak leczyć różne patologie? 'Szamani' wykorzystując techniki manipulacji, wzbudzają zaufanie pacjenta, burząc autorytet lekarza. Nie polecam korzystania z niezweryfikowanych źródeł, nic pożytecznego z tego nie wyjdzie - ani dla zdrowia, ani dla portfela.



Radzicie się doktora Google? Z jakich źródeł korzystacie? A może są wśród Was lekarze, którzy w swojej praktyce spotykają się z podobnymi problemami, z jakimi zmagają się Paweł, Julia i Łukasz? Czekam na Wasze komentarze:)!

Winda: Ines Beauty - stomatologia i blogowanie dają mi spełnienie!

Winda: Ines Beauty - stomatologia i blogowanie dają mi spełnienie!

Agnieszka aka Ines Beauty - stomatolog z powołania, blogerka z wyboru. Aga, to wyjątkowo serdeczna, pełna optymizmu kobieta, która każdego dnia ciężko pracuje, aby zrealizować swoje cele i spełnić marzenia. Za dnia lekarz, wieczorami influencer. Jak wyglądały początki Ines Beauty? Jak pogodzić pracę zawodową z blogowaniem? Zapraszam na wywiad z Agnieszką w Windzie.


Uwaga: Każdy, kto odwiedzi blok(g) Bassement, zostanie przyjęty w wyjątkowy sposób. Ines Beauty została zaproszony do Windy i podobnie jak m.in. Wojciech Sawczuk, producent dermokosmetyków marki Liqpharm i Joanna Czech - kosmetyczka Kim Kardashian i zostanie wysłana w podróż po piętrach bloku. Zaczynamy od piętra 10, gdzie tradycyjnie zadaję 'najbardziej błahe pytania'. Finał podróży to Piwnica, w której każdy Gość otrzyma klucz do BBS:).


Najbardziej błahe pytanie: deser czy fast food?
Fast food! Jestem fanką frytek, z chęcią jadłabym je codziennie... :)

Jesteś aktywnym zawodowo stomatologiem - blogowanie, to praca na drugi etat?
Stomatologia, to moja pasja. Kocham tę pracę i nie mogłabym z niej zrezygnować na rzecz blogowania, dlatego staram się pogodzić obydwie aktywności. Przygotowanie materiału na blog, to niezwykle czasochłonna sprawa - testowanie kosmetyków, makijaż, zdjęcia i ich obróbka, redagowanie tekstu, publikacja, promocja w mediach społecznościowych - to tylko kilka czynności, które należy wykonać, aby 'zamknąć' artykuł. Blogowanie, to zdecydowanie mój drugi etat i bardzo mnie to cieszy!

Jak udaje Ci się pogodzić stomatologię z blogosferą?
Podstawa, to odpowiednia organizacja czasu. Staram się planować każdy dzień i sumiennie wypełniać wszystkie punkty terminarza. Wstaję wcześnie rano i działam. Nie pracuję pod presją czasu - do każdego projektu przygotowuję się wcześniej, co sprawia, że nieprzewidziane okoliczności nie są mi straszne. Jestem szczęśliwa, że mam 'dwie zdrowe ręce' i mogę pomagać ludziom jako stomatolog, a dodatkowo radzić kobietom jako blogerka. Z przyjemnością wypełniam obowiązki lekarza i influencera.

Czy zdarza Ci się być rozpoznaną przez pacjenta - czytelnika insebeauty.pl?
Tak, coraz częściej słyszę pytanie - czy Inesbeauty, to Pani? Niedawno miałam zabawną sytuację -  pacjent pochwalił moją działalność na Youtube. Przyznam, że byłam nieco zaskoczona, że treści dotyczące kosmetyków i makijażu mogą być interesujące dla reprezentanta płci przeciwnej. Okazało się, że żona owego pacjenta regularnie ogląda moje vlogi, a ten rozpoznał mnie po... głosie :).

Projektujesz motywujące kalendarze dla kobiet, czym starasz się zainspirować czytelniczki do realizacji swoich marzeń. Mówisz, że sama zmieniłaś swoje życie na wielu płaszczyznach - w jaki sposób i czego dotyczyły zmiany?
Jestem przekonana, że każdy człowiek może spełnić swoje marzenia. Nie warto czekać, trzeba działać! Mimo że nasze drogi są różne, zostaliśmy wyposażeni w zestaw narzędzi, których wykorzystanie gwarantuje sukces. Wiele lat byłam 'niewolnikiem' siebie samej - za wszelką cenę starałam się zadowolić innych, robiłam wszystko, by tak się stało. Choć nie jestem typem marudy i zawsze brałam na 'klatę' to, co przynosiło mi życie, powiedziałam dość. Stwierdziłam, że nadszedł czas na zmiany. Zaczęłam słuchać siebie, podążać za głosem serca, walczyć o swoje marzenia. Nie było łatwo, ale czułam, że droga, którą postanowiłam obrać, jest tą właściwą. Przemiana wewnętrzna, to proces. Moja 'rewolucja', trwa już 10 lat - to najpiękniejszy okres mojego życia. Może zabrzmi to banalnie, ale mam ochotę krzyczeć ze szczęścia, bo jestem w miejscu, w którym zawsze pragnęłam być!

Freestyle - co w głowie, to na języku
Albert Einstein powiedział : " Są dwie drogi, aby przeżyć życie. Jedna to żyć tak, jakby nic nie było cudem. Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko". Wybrałam tę drugą drogę... Bo jak można rozpatrywać życie w kategoriach innych, niż te 'cudowne'?

inesbeauty.pl prowadzisz od kilku lat, w tym czasie zrealizowałaś szereg projektów, w tym współpracę z luksusową marką Kiehl's, której jesteś ambasadorką. Praca nad blogiem oferuje Ci wiele wspaniałych możliwości, jak choćby podróże. Spodziewałaś się, że Twoja witryna odniesie tak wielki sukces?
Nie spodziewałam się, że mój blog będzie rozwijał się w tak zawrotnym tempie. Początki nie zapowiadały sukcesu, tymczasem dziś mam możliwość uczestniczenia w międzynarodowych projektach. Jestem przykładem tego, że warto stawiać na jakość, nie na ilość. Mimo że mój blog nie notuje milionowych odsłon, moja praca została doceniona, a to sprawia mi ogromną satysfakcję i motywuje do działania. Wiesz co? Uważam, że nasze myśli kreują rzeczywistość, dlatego też mam tak optymistyczne nastawienie do życia! Od zawsze marzyłam o podróży do USA - postanowiłam starać się o wizę, nie mając pojęcia o tym, że zaproszenie do Nowego Jorku czeka na mnie tuż za rogiem. Kiehl's zaoferował mi wielką przygodę w Stanach i niezwykłe doświadczenia. Cieszę się, że mam okazję realizować się w blogowaniu, daje mi to wielką frajdę!

KWC - powiedz, jaki produkt stanowi Twój kosmetyk wszech czasów?
W mojej kosmetyczce jest sporo produktów, bez których nie wyobrażam sobie pielęgnacji. Trudno wymienić je wszystkie, dlatego postanowiłam powiedzieć o kilku kosmetykach, które sprawdzą się doskonale u kobiet o różnych rodzajach cer.:
  • szczoteczka Foreo - zapewnia gruntowne oczyszczenia skóry, jest nieodłącznym elementem mojej rutyny pielęgnacyjnej 
  • maska różana Sisley Black Rose Cream Mask - natychmiastowe odmłodzenie, cudownie otulająca formuła, można poczuć się dopieszczonym bez wychodzenia z domu, absolutny must have!
  • maska Kiehl’s Rare Earth Pore Cleansing Masque - doskonale oczyszcza i w sposób zauważalny zwęża pory 
  • Glow Tonic Pixi - genialny produkt. Delikatnie złuszcza martwy naskórek i przywraca blask cerze
  • Krem CC/BB Erborian - uwielbiam, stosuję jako bazę pod podkład - pięknie wyrównuje koloryt mojej cery. Aplikowany solo zastępuje podkład, dając delikatne krycie. Mój kosmetyczny hit tego roku. Używam zamiennie CC i BB
  • Puder Sisley Blur Expert - geniusz! Daje efekt 'naturalnego fotoszopa'.
  • Rozświetlacz Benefit Dandelion Twinkle - poręczny, prosty w 'obsłudze' - każda kobieta go ogarnie bez większych umiejętności makijażowych, daje subtelny efekt glow.

Jak wygląda Twoja rutyna pielęgnacyjna?
Jest wieloetapowa, zależna od pory dnia i roku. Zawsze, bez względu na to, czy jest to pielęgnacja poranna czy nocna, zaczynam od oczyszczenia skóry. Szczoteczka i żel/krem do mycia twarzy, potem maska, tonik, serum, krem pielęgnacyjny - trochę tego jest, ale warto. Doskonale znam potrzeby swojej cery, staram się je zaspokajać stosując odpowiednio dobrane kosmetyki. Mam 40 lat, a moja skóra jest w świetnej kondycji :).

Złota porada kosmetyczna od Ines Beauty, to…
Miłość, do siebie samej - to najlepsza recepta na piękno i moja złota porada kosmetyczna...  :).

Co przechowujesz w swojej Piwnicy?
Moja Piwnica pełna jest radości, marzeń i planów...







Witam w Piwnicy Aga:)!


Chcę być lekarzem - czy nie jest za późno? Medycyna po innym kierunku studiów - 5 zaskakujących historii

Chcę być lekarzem - czy nie jest za późno? Medycyna po innym kierunku studiów - 5 zaskakujących historii

Mówi się, że jeżeli wybierzemy zawód, który jest naszą pasją, nie przepracujemy ani jednego dnia. Jak tego dokonać? Jak rozeznać swoje powołanie i znaleźć zajęcie zgodne z predyspozycjami? Wybór odpowiedniej profesji, to rzecz niełatwa - często zdarza się, że droga zawodowa, którą obraliśmy po odebraniu świadectwa dojrzałości, okazuje się pomyłką. Co wtedy? Tkwić w miejscu, które nas unieszczęśliwia czy dokonać życiowej rewolucji? Dziś w blok(g)u w piwnicy goszczę pięć kobiet, które wybrały drugą opcję. Marta, Ania, Kasia, Ola i Sara, postawiły wszystko na jedną kartę, każda z nich przewróciła swoje dotychczasowe życie, by osiągnąć cel - zostać lekarzem.


Marta Kołątaj

Wychowywałam się w rodzinie lekarskiej, ale nie planowałam iść w stronę medycyny. Rodzice nie wywierali na mnie presji, ani nie zmuszali do obrania konkretnej ścieżki zawodowej, dlatego moim pierwszym wyborem nie była medycyna, ale prawo. Wszystko szło zgodnie z planem - zdałam maturę i dostałam się na studia.

Jednak pod koniec trzeciego roku prawa dopadło mnie przeświadczenie, że ten 'wymarzony' kierunek nie do końca spełnia moje oczekiwania. Czułam, że nie będę szczęśliwa w tym zawodzie. 
Bodźcem do poważnych przemyśleń była dodatkowo książka "Doktorzy" Segala. Zrozumiałam, że nie mogę pracować jako prawnik, nie chciałam robić czegoś, co mnie unieszczęśliwia. Wiedziałam już, że muszę zmienić kierunek na lekarski. Przepłakałam kilka dni, zanim zebrałam się na odwagę i zdecydowałam porozmawiać z rodzicami.

Postanowiłam podjąć konkretne kroki w celu realizacji swoich marzeń. Rodzice dali mi ogromne wsparcie, zaoferowali pomoc finansową i 'duchową', za co jestem im niezmiernie wdzięczna. Zaczęłam działać! Niestety, termin zgłoszeń na maturę minął - musiałam czekać kolejny rok! Nie porzuciłam studiów prawniczych, a między zajęciami i egzaminami uczyłam się chemii i biologii. Po czwartym roku prawa, dostałam się na studia lekarskie. Zamiana prawa na medycynę była najlepszą decyzją w moim życiu.

Okres studiowania na Uniwersytecie Medycznym był wspaniałym doświadczeniem, bardzo dobrze wspominam ten czas. Studiując medycynę, obroniłam pracę magisterską z prawa. Na szóstym roku lekarskiego postanowiłam sprawdzić czy rezygnując z kariery prawnika podjęłam słuszną decyzję. Zaczęłam pracę w kancelarii adwokackiej i upewniłam się, że to medycyna jest moją przyszłością. Dziś jestem na rezydenturze i pracuję na oddziale okulistycznym. Warto było przewrócić swoje życie do góry nogami:)!


Aleksandra 

Liceum rozpoczęłam z przeświadczeniem, że będę starować na medycynę. Niestety, z czasem okazało się, że muszę zmienić swoje plany na 'bardziej przyziemne'. Nie potrafiłam jednak zrezygnować z tematów strice medycznych, dlatego postanowiłam aplikować na położnictwo. Jakiś czas później przeprowadziłam się do oddalonego o 350 kilometrów od mojego rodzinnego miasta Poznania, by rozpocząć naukę na UMP. Pierwsze dni studenckiego życia były dla mnie szokiem. Pobudki o 5 rano, 12 godzin zajęć dziennie, wieczne niedosypianie, stres. Początki nie należały do najłatwiejszych, ale nie poddałam się i z czasem zaczęłam sobie całkiem dobrze radzić.

Pracę na stanowisku położnej wyobrażałam sobie w różowych barwach. Niestety, rzeczywistość okazała się brutalna, o czym przekonałam się przy okazji pierwszych praktyk w szpitalu. 
Wkrótce, po kolejnych zajęciach klinicznych pojawiły się wątpliwości - czy położnictwo, to droga dla mnie? Już wiedziałam, że chcę zostać lekarzem. Mimo obaw, postanowiłam przeprowadzić poważną rozmowę z rodzicami. Po długiej naradzie zdecydowaliśmy, że będę startować na medycynę, ale nie zrezygnuję z położnictwa. Byłam zdeterminowana. Do egzaminu z biologii i chemii uczyłam się w każdej wolnej chwili, nawet między odbieraniem porodów. Korzystałam też z pomocy korepetytora.

Maturę poprawiłam, jednak uzyskane przeze mnie wyniki, nie były wystarczające - brakowało mi kilku punktów, które pozwoliłyby mi studiować w Polsce. 
Nie chcąc tracić kolejnego roku, pomyślałam, że spróbuję swoich sił na uczelni poza granicami kraju, gdzie progi na medycynę są niższe. Wybór padł na Ukrainę - znalazłam pośrednika, wysłałam niezbędne dokumenty i czekałam na termin egzaminu wstępnego. W międzyczasie zaliczyłam semestr na położnictwie, zdałam egzamin zawodowy i obroniłam pracę licencjacką. Tydzień po uzyskaniu tytułu licencjata, byłam w Tarnopolu. Rekrutację przeszłam pozytywnie i wkrótce wyprowadziłam się na Ukrainę. Moje marzenia zaczęły się spełniać.

Rok akademicki na Ukrainie rozpoczęłam 1 września, a na początku października dowiedziałam się, że zostałam przyjęta na studia niestacjonarne w Polsce. W związku z kosztami, jakie poniosłam aplikując na medycynę w Tarnopolu, byłam zmuszona zrezygnować z nauki w kraju. Aktualnie ukończyłam drugi rok medycyny i wreszcie czuję się na właściwym miejscu.


Mam ogromne wsparcie moich rodziców - nie tylko emocjonalne, ale i finansowe. Nie ukrywam, że gdyby nie rodzice, nie miałabym możliwości studiowania medycyny. Ciężko pracują, żeby pokryć koszty mojej nauki.
Jestem szczęśliwa, że zdecydowałam się walczyć o swoje marzenia i nie mam problemu z tym, że swoje powołanie odkryłam później niż większość rówieśników. Przecież to tylko kilka lat :)!


Sara 

Od początku liceum myślałam o podjęciu studiów na kierunku lekarskim, jednak uczyłam się w klasie matematycznej i nie czułam się na siłach, żeby dodatkowo uczyć się biologii i chemii. Ostatecznie stwierdziłam, że po szkole średniej będę rekrutować na fizjoterapię na Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku, moim rodzinnym mieście. Pierwszy rok studiów mogę podsumować, jako udany.

Wątpliwości co do mojej przyszłości jako fizjoterapeuty, pojawiły się dość szybko, bo już na drugim roku. Prowadzone przez lekarzy zajęcia kliniczne, pozwoliły mi obserwować kulisy ich pracy, co okazało się doświadczeniem niezwykle pasjonującym. Na korytarzach mijałam studentów medycyny, którzy ochoczo dyskutowali o przeróżnych jednostkach chorobowych, słuchałam ich rozmów z wielką tęsknotą... 
Moje marzenie sprzed kilku lat wróciło do mnie jak boomerang. Pomyślałam, że nie jest jeszcze za późno na zmianę życiowych planów i szykowałam się na rozmowę z najbliższymi. Rodzina uszanowała moją decyzję i obiecała wsparcie, co było dla mnie bardzo ważne. Czym jest kilka lat nietrafionych studiów w stosunku do całego życia?

Na trzecim roku fizjoterapii planowałam poprawić wynik matury z biologii i po raz pierwszy zdawać chemię, której musiałam uczyć się od podstaw. Szybko zdałam sobie sprawę, że przy zajęciach i praktykach na fizjoterapii, przygotowania do matury będą nie lada wyzwaniem. W pierwszym roku podeszłam do egzaminu z biologii i uzyskałam 85%, a w następnym uczyłam się do egzaminu z chemii. W międzyczasie studiowałam - już na magisterce - i pracowałam, żeby zarobić na korepetycje Udało mi się napisać chemię na 83%. Byłam z siebie dumna!

Powoli przygotowywałam się do nowego rozdziału życia. Sądziłam, że będę studiować w rodzinnym Gdańsku, niestety szybko zostałam sprowadzona na ziemię - okazało się, że progi punktowe wzrosły i ledwo dostałam się z ostatniej tury na uczelnię w Łodzi. Miałam wtedy 23 lata. Rodzice zapewnili mi pomoc. Dzięki ich wsparciu finansowemu mogłam wynająć pokój, kupić książki i żyć w mieście oddalonym od mojego domu o 330 km. Na początku ciężko było mi się przyzwyczaić. Sił dodawał mi mój chłopak, Kacper - przyjeżdżał do mnie w każdy weekend, motywował do dalszego działania, zapewniał rozrywkę, abym choć na chwilę oderwała się nauki, odpoczęła.

Bardzo chciałam udowodnić sobie i moim bliskim, że dam radę. Pierwszy rok studiów skończyłam z bardzo wysoką średnią, dostałam stypendium za wyniki w nauce i zostałam wybrana spośród 600 studentów jako reprezentantka w ogólnopolskim konkursie anatomicznym. 
Pod koniec pierwszego roku byłam pewna, że zmieniając kierunek studiów, podjęłam słuszną decyzję. Podczas majowego wyjazdu nad morze, Kacper i ja zaręczyliśmy się! Mój narzeczony przeprowadził się do Łodzi tego samego roku, dzięki czemu zaczęliśmy realizować plany dotyczące wspólnej przyszłości.

Po praktykach znalazłam pracę w restauracji sushi, gdzie cały rok dorabiałam jako kelnerka w weekendy i wieczorami - chcieliśmy uzbierać jak najwięcej pieniędzy na organizację ślubu i wesela. To był niezwykle trudny rok. Pogodzenie pracy z tak wymagającymi studiami, kosztowało mnie sporo wyrzeczeń. Uczyłam się po nocach, nie miałam czasu dla siebie, ani znajomych. Coś za coś, trzeba mieć priorytety...

Pod koniec drugiego roku studiów, byłam tak zmęczona spędzaniem całych weekendów w restauracji, że odważyłam się poszukać pracy w branży fitness. Kurs instruktora zrobiłam na 3 roku fizjoterapii. Przez ten czas dużo zapomniałam i obawiałam się początków, ale perspektywa spędzenia tylko dwóch godzin w pracy w ciągu dnia, była zbyt kusząca. Miałam wielkie szczęście, rozmowy kwalifikacyjne przebiegły pomyślnie i dostałam etat. Od końca drugiego roku studiów pracuję w klubach fitness. Obecnie prowadzę zajęcia 6x w tygodniu (łącznie 13 godzin), prowadzę profil na instagramie gdzie dzielę się pomysłami na zdrowe posiłki, jestem szczęśliwą mężatką, "mamą" kotki Róży, którą adoptowaliśmy rok temu, a przede wszystkim spełnioną studentką czwartego roku medycyny, która ma pomysł na swoją zawodową przyszłość.

Dzięki dobrej organizacji, mam czas na naukę, pracę i życie rodzinne. Nie zawsze jest kolorowo, ale daję radę! Zarabiam, dzięki czemu dokładam się do naszego budżetu, a to daje mi ogromną satysfakcję. Nie wyobrażam sobie siedzieć w domu, uczyć się i nic więcej nie robić. 
Już za 2 lata wrócimy do rodzinnego Gdańska i już dziś wiem, że będzie to jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu. Może to co teraz powiem będzie banalne, ale wierzcie mi, warto walczyć o siebie i swoje marzenia!


Kasia Walkowicz

Pasją do medycyny zaraził mnie mój tata - lekarz. Od dziecka planowałam, że i ja będę leczyć ludzi. Tata często zabierał mnie ze sobą do pracy i do biblioteki lekarskiej, a ja w domu 'dokształcałam się' , po cichu zaglądając do książek medycznych, sklasyfikowanych jako pozycje 'nie dla dzieci'.

W liceum moje marzenia zeszły na dalszy plan. Zdecydowałam, że będę studiować psychologię i tak też zrobiłam. Wytrzymałam rok. Ledwo. Wkrótce przeprowadziłam się do Szwecji i tam też dostałam się na inny kierunek - ekonomię i zarządzanie, a magisterkę kontynuowałam na logistyce. 
To był cudowny czas! Poznałam wielu wspaniałych ludzi reprezentujących różne kultury, mieszkałam w najpiękniejszych miejscach świata, m.in w Paryżu, Chicago, Melbourne...Wydawało się, że niczego mi nie brakuje, jednak w mojej głowie zaczęły pojawiać się wątpliwości, nie byłam pewna, czy odnajdę się w zawodzie, do którego się przygotowywałam.

Na ostatnim roku studiów wiedziałam, że dłużej nie mogę tłumić w sobie uczucia, że mijam się z powołaniem. Stwierdziłam, że muszę rozpocząć studia na medycynie, inaczej nie odnajdę spokoju. W życiowej rewolucji wspierała mnie cała rodzina.

Zapisałam się na kurs przygotowujący do matury, kupiłam niezbędne książki i zaczęłam działać. Moi znajomi patrzyli na mnie z niedowierzaniem - szczególnie mój najbliższy przyjaciel, co było dla mnie sporym zaskoczeniem, ale ja miałam konkretny plan i nic nie mogło mi przeszkodzić w jego realizacji, a przynajmniej tak wtedy myślałam... Dałam sobie 8 miesięcy na przygotowanie się do egzaminów z dwóch przedmiotów. Od zera... po 8 latach od ukończenia liceum - dodam, że uczyłam się w klasie z rozszerzoną matematyką i geografią, tym większym wyzwaniem było opanowanie materiału z biologii i chemii.

Kiedy nadeszła długo wyczekiwana przeze mnie wiosna 2014 roku, usłyszałam wyrok - nowotwór złośliwy. Szpital, operacje, chemia, ból i ... nauka - pomiędzy wlewami, które trwały po 12h dziennie, rozwiązywałam tysiące zadań. Moje marzenie o medycynie podtrzymywało mnie na duchu. Wierzyłam, że będzie lepiej, że wygram z chorobą i wstanę jak feniks z popiołu.

Pokonam raka i maturę! Taki był plan. 
Udało się! Zdałam maturę i uzyskałam wysoki wynik, co było dla mnie sporym zaskoczeniem. Przegapiłam rekrutację na polski wydział, a że mam szwedzkie obywatelstwo, złożyłam dokumenty na tzw. english division, gdzie prosces rekrutacyjny trwa dłużej. W 2015 roku, w wieku 28 lat zostałam szczęśliwą studentką medycyny:)!Przecież mam jedno życie! Warto je przeżyć dobrze.




Ciężka praca, wyrzeczenia, ale i odrobina szczęścia są podstawą sukcesu. W moim przypadku ważne było także wsparcie rodziny, także to finansowe. Sama staram się zarabiać dodatkowe pieniądze i w wakacje pracuję w Szwecji jako pomoc domowa. Jestem na czwartym roku, mam wspaniałego chłopaka, cudowną rodzinę i wreszcie robię to, co kocham!

Studiuję dla siebie, w końcu zawsze o tym marzyłam. Nie uczę się dla rodziny, ani dla tytułu. W medycynie podoba mi się to, że żaden dzień nie jest taki sam, ciągle trzeba się uczyć.

Wkuwanie książek nie zawsze jest fajnie, ale jak się dotrwa do klinik, cały trud zostaje wynagrodzony. To uczucie kiedy 'coś tam' staje się całością jest niesamowite.
Myślę, że ostatecznie nikt nie zwraca uwagi na to, w jakim wieku zaczęło się studia. Lekarz zawsze znajdzie pracę - na całym świecie. Można wyjechać, można wrócić. Niedawno dowiedziałam się, że mam nawrót choroby, ale nie poddam się i będę walczyć o swoje marzenia mimo wszystko i tego życzę każdemu.

Anna 

Studia medyczne rozpoczęłam w wieku 25 lat. Decyzję podjęłam po ukończeniu farmacji, w trakcie obowiązkowego stażu w aptece. Dlaczego?

Nie odpowiadał mi model w pracy farmaceuty w naszym kraju. O medycynie myślałam już wcześniej, nie byłam jednak gotowa, by tuż po liceum, w wieku 19 lat podjąć tak odpowiedzialne studia. 
Matury nie poprawiałam, miałam wystarczającą ilość punktów z pierwszego podejścia. Postawiłam wszystko na jedna kartę - Poznań ! Udało się bez problemu. Przez sześć lat studiów na lekarskim, pracowałam w aptece. To było nie lada wyzwanie! Miałam jednak szczęście do ludzi - współpracownicy byli bardzo wyrozumiali, wspierali mnie w mojej decyzji i bardzo pomagali.

Rodzina na początku była nastawiona sceptycznie. Aż 6 lat?!" ... Miałam inne zdanie - to tylko 6 lat w perspektywie całego życia!
Uważam, że decyzja o podjęciu studiów na medycynie w wieku późniejszym niż 'przewiduje ustawa', była najlepszą, jaką mogłam podjąć. Dojrzałość, wiedza i doświadczenie, które zdobyłam wcześniej pozwoliło mi na świadome przeżycie tego okresu. Na tą chwilę nie wyobrażam sobie pracować w innym zawodzie.



Znacie osoby, które podobnie jak dzisiejsze bohaterki zdecydowały się na przebranżowienie? A może sami zmieniliście swoją zawodową ścieżkę? Dajcie znać :) Czekam na Wasze historie!
Więcej niezwykłych losów Gości blok(g)u znajdziecie w Windzie i Dużym Pokoju.



To może Cię zainteresować:
Joanna Czech, kosmetyczka Kim Kardashian - wywiad
Aleksandra Sikora - polska reprezentantka Juventusu - wywiad
dr Paweł Kabata - o chirurgii inaczej - wywiad