• Winda
  • Duży pokój
  • Gabinet
  • Łaźnia
  • Spiżarnia
  • Garderoba

Winda: Maria Tyszkiewicz

Dziś w Windzie przejażdżka z superutalentowaną kobietą petardą! Moim Gościem jest niezwykła artystka - aktorka i wokalistka Teatru Studio Buffo, zwyciężczyni 6 edycji hitowego show "Twoja Twarz Brzmi Znajomo" , Maria Tyszkiewicz!




UWAGA!

Każdy, kto wpadnie do blok(g)u BBS będzie przyjęty w inny, odpowiedni dla Niego sposób :).  Maria, została zaproszona do Windy i podobnie jak np. Marek Kopyść z Cancer Fighters zostanie wysłana w podróż po piętrach bloku. Zaczynamy od piętra 10, na którym tradycyjnie zadaję najbardziej błahe pytanie. Finał podróży to Piwnica, w której mój dzisiejszy Gość, Maria otrzyma klucz do BBS:)!



Najbardziej błahe pytanie - jakim chronotypem jesteś : ranny ptaszek czy nocny marek?
Jestem raczej rannym ptaszkiem, co dość dziwne w moim zawodzie. Lubię wstać rano, ze świeżym umysłem i działać, po południu zazwyczaj idę do teatru, gramy spektakl lub dwa, więc po pracy, późnym wieczorem mam już siłę tylko na odpoczynek i relaks.


Jako kilkuletnia dziewczynka dwukrotnie wzięłaś udział w programie telewizyjnym "Domowe Przedszkole" -  pamiętasz jakie emocje towarzyszyły Ci podczas nagrywania show? 
Tylko i wyłącznie dobra zabawa. Nigdy nikt mnie do niczego nie zmuszał, uwielbiałam śpiewać tam z innymi dziećmi i sprawiało mi to frajdę. Nie zdawałam sobie sprawy, że to telewizja, dla mnie nagrywanie programu nie różniło się od codziennych występów w przedszkolu.


Ukończyłaś Państwową Szkołę Muzyczną I stopnia w klasie fortepianu - dlaczego nie zostałaś pianistką?
To chyba nie było do końca dla mnie. Nigdy nie byłabym wybitna pianistką. Jako dziecko oprócz muzyki interesowałam się wieloma różnymi rzeczami. Wszędzie było mnie pełno, dlatego nie lubiłam ćwiczyć godzinami na fortepianie. Po ukończeniu muzycznej podstawówki nadszedł okres buntu - przestałam grać. Nie wiedziałam przecież, że w przyszłości będę śpiewać - w innym wypadku być może zdecydowałabym się na kontynuację nauki gry na fortepianie. Teraz czasami żałuję, na pewno wykorzystałabym te umiejętność w pracy - choćby do akompaniowania sobie samej. Powoli do tego wracam, ale niestety, muszę uczyć się prawie od zera, bo niewiele już pamiętam.


Od dziesięciu lat jesteś związana zawodowo z Teatrem Buffo - w jakich okolicznościach rozpoczęłaś współpracę z teatrem Janusza Józefowicza? 
Okoliczności rozpoczęcia naszej współpracy były dość zaskakujące :). Wszystko zaczęło się od musicalu "Romeo i Julia", na który wybrałam się do Teatru Studio Buffo razem z tatą. Przyznam, że spektakl zrobił na mnie ogromne wrażenie! Mój zachwyt musiał być wymalowany na mojej twarzy, ponieważ tata od razu mi sprezentował  płytę: „I ty możesz zostać Julią”, na której Panowie Józefowicz i Stokłosa opowiadają o spektaklu i uczą piosenek. Jakiś czas później zapisałam się także do newslettera teatru, aby być na bieżąco z aktualnościami Buffo. Gdy dostałam maila informującego o castingach do teatru,  nie posiadałam się z radości, jednak szybko musiałam ostudzić swój zapał - okazało się, że termin przesłuchania pokrywa się z organizowanym przez działające przy Buffo, Studio Artystyczne Metro, obozem taneczno - wokalno - aktorskim dla dzieci i młodzieży, na który się wybierałam. Nieco zrezygnowana zapomniałam o sprawie. Na szczęście nic nie straciłam. Pan Janusz Józefowicz osobiście przyjechał na obóz  i przesłuchiwał młodzież w poszukiwaniu talentów.  Udało się i zaprosił mnie na kolejny etap już w Warszawie! Po kilku eliminacjach, udało mi się dołączyć do zespołu artystów. Co najśmieszniejsze, miesiąc później dostałam rolę Julii, w tym samym musicalu „Romeo i Julia”, na którym wcześniej byłam z tatą.


Czym praca na deskach teatru różni się od typowej pracy 'na etacie'? 
Hmm… tak naprawdę nie mam porównania, ponieważ praca w Buffo była moją pierwszą, nigdy nie byłam zatrudniona na etat, więc mogę się mylić - wiem na pewno, że praca w teatrze jest wyjątkowa. Robię to, co kocham, sprawia mi to radość i daje satysfakcję, mimo że nie zawsze jest łatwo i przyjemnie. Myślę, że moja praca różni się od tej na etacie m.in. wymiarem godzin - w przeciwieństwie do wielu osób, pracujemy głównie wieczorami, a zdarza się, że i całe dni, np. podczas prób do spektaklu. Teatr to miejsce, zrzeszające bardzo kreatywnych, utalentowanych ludzi i ciekawe charaktery - jesteśmy specyficzną ekipą, w pozytywnym znaczeniu oczywiście :-). Pracujemy ze sobą, ale oprócz tego jesteśmy przyjaciółmi, spędzamy ze sobą czas wolny, wyjeżdżamy razem na wakacje. Dzięki temu klimat w mojej pracy jest z pewnością zupełnie inny niż np. w korporacjach. Życie w teatrze potrafi być ciężkie i tak jak "na etacie" trzeba walczyć z codzienną rutyną - grać tak, jakby się grało dany spektakl po raz pierwszy. Mimo wszystko, teatr mnie bardzo inspiruje i codziennie uczy czegoś nowego.

Freestyle - co w głowie, to na języku Co teraz w głowie? 
Wakacje! Urlop! A tak naprawdę muzyka. Non stop, na okrągło, czy w pracy czy na urlopie. Dlatego jeżeli chodzi o freestyle to wolałabym coś zaśpiewać niż opowiadać :-).


Pytanie obowiązkowe dla każdego artysty - zdarzyła Ci się wpadka na scenie?
Hahaha taaak, to jest pytanie zdecydowanie dla mnie. Jestem mistrzem wpadek. Nie wiem czy to dobrze, ale często jest sporo śmiechu! Od czego by tu zacząć... Standardowo zdarzały się wpadki z tekstem, szybkie improwizowanie na scenie w związku z tym również. Pęknięte suwaki w sukienkach i tego typu sytuacje też kilka razy się wydarzyły, potknięcia i upadki na scenie… Uzbierało się tego trochę przez 10 lat pracy w Teatrze Buffo, a moje szczęście do takich rzeczy tylko temu sprzyja. Pamiętam jedną śmieszną wpadkę. Graliśmy musical „Metro” w którejś z dużych hal sportowych w Polsce. Scena jest dwa razy większa niż wtedy,  kiedy gramy ten spektakl w teatrze, scenografia trochę inna, oprócz tego są kamery i telebimy dla widzów. W pewnej sentymentalnej scenie, kiedy opowiadamy o swoich marzeniach,  miałam powiedzieć kwestię:  „Ale za to jesteś sławny… ja zawsze marzyłam o tym….” - mówiąc to schodziłam powoli po schodach i w którymś momencie spadł mi but pomiędzy schodki, a ja oczywiście spadłam w dół na niższy podest i skończyłam swoją kwestie na kolanach: „…..żeby być sławna” . W tym momencie zazwyczaj jest pauza, wszyscy aktorzy rozmarzeni patrzą w dal. Nietrudno wyobrazić sobie, co się działo na twarzach moich przyjaciół na scenie. Pamiętam z opowieści operatorów kamer, że nagle zniknęłam im z kadru na telebimach. Oj, tych historii jest bardzo dużo, mogłybyśmy poświęcić temu całą oddzielną rozmowę!

   
W ubiegłym roku wygrałaś hitowy show Polsatu - "Twoja Twarz Brzmi Znajomo". Bezbłędnie wcielałaś się w rolę popularnych muzyków, takich jak Michał Szpak, Doda, 2Pac, ale największą popularnością stało się video z odcinka, w którym występowałaś jako Rihanna - filmik wzbudzał kontrowersję i stał się viralem wśród fanów artystki. Dotarł do Rihanny? 

Tego nie jestem w stanie się dowiedzieć, nigdy nie dostałam żadnej oficjalnej wiadomości od Rihanny, ani jej współpracowników, jakoby artystka obejrzała mój występ. Rzeczywiście filmik stał się viralem i do tej pory fani Rihanny z całego świata udostępniają mój występ. Spotyka się on z bardzo różnymi opiniami, często bardzo pozytywnymi,
co jest oczywiście dla mnie niezwykle miłe. Zdarza się jednak, że filmik wzbudza kontrowersje wśród ludzi którzy uznają „pomalowanie” twarzy na brązowo jako przejaw rasizmu. Nie jestem w stanie tego zrozumieć, natomiast "międzynarodowe dyskusje" na moim profilu na instagramie zapewniają mi niezłą lekturę :).  Internet ma niesamowity zasięg, więc nie zdziwiłabym się gdyby filmik dotarł już dawno do samej Rihanny.


Co było dla Ciebie największym wyzwaniem podczas kręcenia show?
To może być śmieszne, ale na początku  programu najtrudniejsze wydawały mi się wszystkie nagrania przed występem na scenie. Wcześniej nie istniałam w mediach, dlatego wywiady przed kamerą były mi kompletnie obce. Bałam się o najbardziej błahe rzeczy - np. o to,  że nie będę miała nic do powiedzenia, że się spalę. Występy na scenie nie przerażały mnie tak bardzo jak rozmowa np. z Maćkiem Dowborem przed kamerą. Na szczęście, już po "pierwszym razie" okazało się, że wszyscy wokół mnie są tak profesjonalni i zwyczajnie fajni, że rozmowa z nimi to czysta przyjemność, przy której od razu zapominałam o kamerach. Wielkim wyzwaniem w programie okazało się również pokonywanie swoich fizycznych słabości. Były momenty kiedy przy tak intensywnej pracy mój organizm się buntował: w momencie kiedy jako Oceana musiałam zmierzyć się z choreografią i poczuć jak na imprezie, miałam problemy z dyskami w kręgosłupie. Z kolei kiedy miałam zaśpiewać bardzo trudną wokalnie Pink, przytrafiło mi się zapalenie krtani. Niestety przy takim trybie pracy ,każdy z uczestników w którymś momencie walczył ze swoim organizmem.


Czy wygrana w TTBZ zmieniła coś w Twoim życiu?
Oczywiście! Nigdy wcześniej nic nie wygrałam, był to mój pierwszy raz, moje życie się zmieniło (hahaha). Ale tak na poważnie, wygrana sprawiła, że uwierzyłam w siebie. Wiem, że brzmi to banalnie, ale jestem osobą bardzo krytyczną wobec siebie. Chyba gdzieś podświadomie potrzebowałam docenienia, dowartościowania. Jestem bardzo wdzięczna produkcji programu, że dali mi szansę pokazać się tak dużej publiczności. Zrozumiałam, że ludzie pozytywnie reagują na moją osobę, że chcą mnie słuchać i oglądać. Wygrana dała mi dużego kopniaka do działania dalej w tym kierunku.


Co trzymasz w swojej Piwnicy? 
W swojej piwnicy zazwyczaj trzymam to, na co w tej chwili nie jest dobry moment. Zbieram doświadczenia, teksty, mysli, dźwieki, pomysły, a wszystko po to, żeby kiedy będzie odpowiedni moment, wyjąć to z piwnicy, odkurzyć i wykorzystać.



__________________________________________________________________________

Marysiu, witaj w Piwnicy Bassement!



Dziękuję za rozmowę i współpracę i życzę dalszych sukcesów :) !

_____________________________________________________












    Standardowe Komentarze
    Komentarze Facebook

0 komentarze:

Prześlij komentarz